Archiwum autora: admin

Pamięci mojej Teściowej: Marii Baneckiej z domu Jankiewicz.

Pochodziła z Kresów. Jej rodzina uciekała w 1944 roku na przełomie marca i kwietnia z rodzinnej miejscowości Brody (za Lwowem). Maria rodziła się gdzieś w drodze, gdy kluczyli uciekając przed (prawdopodobnie) Banderowcami. Jej dziadek został spalony na oczach rodziców w Brodach w domu. (tą relację opowiadała mi kilkukrotnie, powtórzoną oczywiście przez jej rodziców, gdy jeszcze żyli). Data urodzin Marii jest płynna – to znaczy nie wiadomo dokładnie czy był to 1- czy 4 kwietnia. Tę datę wpisano w Przemyślu (bodajże) w akt urodzin. Dalej jej rodzina zamieszkała w Stalowej Woli. Jej matka Rozalia pochodziła z domu Grab. Ciekawym jest to że pierwszy raz usłyszałem tą relację, kiedy dowiedziała się że zająłem się tematem Ludobójstwa na Kresach. Nawet moja żona jej nie znała i nie wiedziała ze Mama pochodzi z Kresów.

Moja teściowa była bardzo ciepłą osobą, spragnioną miłości, troszkę chyba niespełnioną. Katoliczka, często modliła się (też Koronką do Miłosierdzia Bożego – kiedyś będąc u niej w domu o 15.00 razem ją odmówiliśmy, żałuję że był to tylko jeden raz – z nią we wspólnocie). Absolwentka poznańskiej Akademii Ekonomicznej (obecnie Uniwersytet). Emerytka. W zeszłym roku trafiła do szpitala. Parkinson dawał się coraz mocniej we znaki, straciła władzę w nogach. Na oddziale neurologicznym zakażona COVID19. wyszła z tego zakażenia w styczniu. Silny organizm Kresowiaczki podołał. Myśleliśmy że będzie coraz lepiej. Szukaliśmy rekonwalescencji – możliwości rehabilitacji. Niestety, nagle zaczęło się wszystko psuć, coraz więcej problemów mimo prób ratowania lekarzy na Lutyckiej – za co dziękujemy. Wdało się odksztuśne zapalenie płuc które było bezpośrednią przyczyną śmierci.

Będę miał ją zawsze w mojej pamięci jako pełną pragnienia miłości, ciepłą osobę. I zawsze w modlitwie.

Dobry Jezu a nasz Panie daj Jej wieczne spoczywanie.

Foto z lat młodości, poniżej zespół w którym prawdopodobnie tańczyła (lub była na jego występie- to musze ustalić) w Stalowej Woli (takie foto znalazłem w albumie).

Razem z wybrańcem serca – młodość…
Na rękach mała Beatka – moja przyszła żona.
śp Maria Banecka

Miłosierdzie i Miłość.

Absolut.
Miłość absolutna. Wszechmocna ogarniająca wszystko i wszystkich. Boskość. Transcendentność. Jak wyrazić Boga? Jak Go określić? Odpowiedź jest bardzo prosta – to wymyka się naszemu pojęciu. Cokolwiek napiszemy, wymyślimy – to nie będzie „to” nawet w przybliżeniu. Bóg jest „poza”.
Łączy nas z Nim tylko akt Stworzenia – nieznany nam powód Jego działania w tej materii i: Miłość i Miłosierdzie. Jeżeli jesteśmy na Jego obraz i podobieństwo – można domniemywać że coś z nas (w nas -duchowo) jest pierwiastkiem Boga i tylko dzięki temu mamy szansę w jakiejś nieskończenie małej cząstce Go Poznać.

Gdzie to Poznanie?
Jeżeli jest mowa o Jego nieograniczonej Miłości do nas – to na pewno to właśnie uczucie jest kluczem do poznania owej cząstki Boga. Jeżeli Syn Jego (jakkolwiek to rozumieć – jako Syna w naszym pojęciu, czy też ziemski, ludzki obraz Boga ustanowiony dla nas, abyśmy mogli go próbować w jakiejś cząstce – tej ludzkiej lepiej zrozumieć), przyszedł z misją wskazania nam Nieograniczonej, bezwzględnej, cudownej Miłości – dał nam drogowskaz; jak próbować ową cząstkę urzeczywistnić w naszym życiu, jak móc spróbować w tej właśnie nieskończenie małej, współistniejącej cząstce zjednoczyć się z Nim poprzez wszechogarniającą, bezinteresowną, doskonałą Jego Miłość. Nie ma innej drogi do Boga.


Poprzez wysłanie swojego Syna – Bóg dał nam dowód swojej Miłości i swojego nieskończonego Miłosierdzia. Co oznacza że miło wszelkich naszych wad, braków i nieumiejętności jest gotów nas przyjąć w swoim miłosierdziu aby przez boską Miłość kochać nas jak Stwórca, jak Ojciec. Dla nas jest to jasny sygnał że powinniśmy na co dzień robić wszystko jak boski wizerunek Boga w Człowieku – postępować w życiu na wzór i podobieństwo Jezusa Chrystusa. Jakkolwiek nie byłoby to łatwe czy wręcz dla nas niemożliwe i nieosiągalne. Bóg dlatego daje nam swoje Miłosierdzie bo wie że nie jesteśmy w stanie tego osiągnąć nawet przy wzorze jakim jest Jezus – ale możemy się starać i próbować osiągnąć, wspierając się modlitwą przede wszystkim – i te właśnie starania (tak sądzę) będą przez Niego oceniane.


Wyzbycie się wszystkiego tego co człowiek ma w sobie – poprzez fakt istnienia wolnej woli – a więc możliwości decydowania w każdej chwili o tym jak postrzegamy innych, czy nawet wtedy gdy widzimy ich jako gorszych od nas – czy potrafimy się pochylić nad nimi wyciągając pomocną dłoń. To jest daleki obraz i odbicie tego co czyni Bóg dla nas. Dlatego powinniśmy w pokorze zawsze dostrzegać w drugim; mniej inteligentnym, mniej błyskotliwym, mniej mądrym człowieku – iskierkę Boga, a więc brata którego powinniśmy ogarniać w boskiej Miłości, którą wskazuje nam Chrystus. A wiec daje nam wzór jej – bez podziału na rasy, narody, poziom inteligencji. Boskość jest tak nieskończona i nieograniczona że kocha wszystkich na tym poziomie jakiego dotyczy wzajemna relacja – tu Bóg nie ma żadnych ograniczeń. Intelekt nie ma znaczenia. Pochyla się nad każdym z nas w swojej Miłości i w sowim Miłosierdziu. Jest nieskończony w tym co czyni. Nieodgadniony zawsze dla nas i zawsze tak pozostanie o ile nie On zdecyduje inaczej. Jednakże Miłość o której mówi nam poprzez Jezusa Chrystusa, jak w liście Świętego Pawła posiadająca wszelkie te przymioty jest dla nas jedyną szansa i nadzieją zaistnienia w Nim – którą nam daje. Powinniśmy w drodze naszego życia zlać się z Jego Miłością którą ukazuje nam w Chrystusie, jego postępowaniu. Powinniśmy do niej dążyć. Starać się przynajmniej na tyle, na ile osobniczo umiemy i potrafimy.,


Starajmy się ogarniać próbą naszej Miłości nawet tych, których uważamy za niezasługujących na nią. Na wzór Boga – gdyż w jego widzeniu nikt z nas posiadając te wady, jakie posiada nie zasługuje na Jego Miłość jednakże poprzez boskie Miłosierdzie w Miłości Boga możemy osiągnąć udział w Jego cząstce, którą nam daje przez Chrystusa i Jego poświęcenie w wymiarze ludzkim- wzorze jaki nam zostawia w swojej ziemskiej obecności. Pozostaje więc „tylko” naśladować Chrystusa we wszystkim – i to naśladownictwo, ta próba udania się jakże trudną (dla nas) drogą Jezusa, daje nam gwarancję przynależności do boskiej cząstki, którą możemy dzięki jego Miłości i Miłosierdziu współ-dzielić.


Dziękuję Bogu że dał mi umiejętność myślenia (potocznie: rozum), który chociaż w tak małej części pozwala mi po wielu latach w niezwykle niedoskonały sposób dostrzegać Jego Miłość i Miłosierdzie. Wiele błędów za mną – jakże ludzkich. Czy uda się ustrzec od błędów w dalszym ciągu mojego życia? Chciałbym ich uniknąć. Oddaję się w modlitwie Miłosierdziu Boga.

Śmierć przez ukrzyżowanie. Jaka to śmierć?

Jesteśmy niejako oswojenie ze Śmiercią na Krzyżu naszego Pana Jezusa Chrystusa, na tyle że nie zastanawiamy się jak naprawdę ciężką torturą był ten rodzaj śmierci. Chłosta chyba nawet bardziej poprzez obraz Gibsona przemówiła do naszej wyobraźni niż sam krzyż. Tymczasem starożytni drobiazgowo opracowali tą torturę, aby była jak najokrutniejsza.

Postaram się to Wam przybliżyć.

  1. Chłosta przez ukrzyżowaniem – specjalne haczyki – ból i szok, który powodowała, ale jednocześnie tak przeprowadzona aby nie zabić.
  2. Zaniesienie krzyża na własnych ramionach, po chłoście ciężki kawał drewna…
  3. Wbijanie gwoździ w ręce tak, aby były ciągle drażnione nerwy przy każdym ruchu.
  4. Kat przybija poprzeczną belkę do pionowej – nogi wiszą jeszcze nie przybite, ścięgna rąk się naciągają.
  5. Nie prostowano nóg przybijając je na krzyżu. Ustawiano specjalnie je pod kątem 45 stopni co powodowało że obciążało to bardziej ramiona.
  6. Ukrzyżowany umiera z uwagi na uduszenie – ciężar ciała uniemożliwia pracę przepony. Śmierć mogła trwać kilkanaście kilkadziesiąt godzin. W zależności od wytrzymałości…
  7. Łamanie kości udowych, przyspieszało śmierć a było przy tym straszliwie bolesne, skazaniec nie mógł się podeprzeć nogami i dusił się szybciej.

Tak wyglądała śmierć na krzyżu. To wycierpiał nasz Zbawiciel aby odkupić grzechy ludzkości.

„Z innej beczki” – Grot. Karabinek szturmowy polskiej produkcji.

Jak mawiali mistrzowie monty pythona

Kilka słów o broni strzeleckiej na moim prywatnym blogu. Moja pasja. Strzelectwo. Okazuje się, że już nie tylko w kontekście sportowego współzawodnictwa, walki. Zagadnienie nie dotyczy już tylko „walki” z samym sobą. Czym są te zmagania? Oczywiście chodzi o trafienie jak największej ilości 10-tek w serii, opanowując swoje [ograniczone] możliwości fizyczne i psychiczne. Na tym polega każdy sport. Z czymś się borykamy, czegoś się uczymy, w czymś szkolimy, wykonujemy tysiące i dziesiątki tysięcy ćwiczeń, powtórzeń. Po co? Aby sobie [przede wszystkim] i innym udowodnić, że potrafimy lepiej niż inni. Tak to już jest w każdym sporcie.

W przypadku Grota chodzi głównie o obronność kraju. To wielowymiarowy temat. Nagle strzelectwo rysuje się też jako objaw narodowej reprezentacji. Kontynuacji przedwojennych tradycji. I utożsamiam się z tym. W końcu jestem Polakiem. Tak samo jak obywatel USA rozumiejący bagaż tego, co dało mu jego państwo, czy Niemiec lub Rosjanin.

Dlaczego i w tym kontekście jest to istotne? Składową bezpiecznego życia na mocy swoistego rodzaju międzynarodowych umów [społecznych] służących równowadze sił jest bezpieczeństwo, które zapewnia się krajowi i jego obywatelom – niestety (ale tak już jest na całym świecie) za pomocą armii- siły zbrojnej służącej do działania za pomocą przemocy w stosunku do tych, którzy chcą naruszyć naszą przestrzeń – krajową, osobistą i tym samym ograniczyć nasze ściśle ustalone obywatelskie swobody. Tak już jest na świecie. Pacyfiści mogą się buntować, ale nic nie poradzą. Są w mniejszości.

I teraz: lepiej realizować te zadania całkowicie za pomocą swoich własnych niezależnych i tańszych tym samym narzędzi czy korzystać z „usług” innych państw na mocy wymiany gospodarczej? Która to wymiana z definicji będzie nas kosztowała o wiele więcej niż własne zaangażowanie. Odpowiedź zdaje się oczywista. A więc: lepiej budować swoje narzędzia niż płacić – więcej za cudze. Tym samym móc się uniezależnić od stron „drugich”, „trzecich” itp.

Czy od razu zbuduje się je idealne i doskonałe? Oczywiście że nie. Czy powinno się mówić, że się jest w tym doskonałym, mimo że się nie jest? I tak i nie. Trzeba to po prostu zrobić dobrze – jeżeli się już decyduje na taką „dezinformującą” akcję. A ma ona wprowadzać w błąd strony „trzecie” – zagraniczne jak łatwo się domyślić, a nie swoich. Tu wyłania się cały szereg problemów, których nie będę nakreślał – dość że akcja zmyliła spore grono zainteresowanych. Tym samym nasi strzelcy sportowi i nie tylko oczekiwali czegoś super doskonałego i… się zawiedli – w stosunku do tego, co było nakreślone. O tych z poza granic nie będę mówił – nie mam wiedzy.

W każdym razie; „nasi” rodowici spece od strzelectwa jak zobaczyli, że nie jest tak jak myśleli „że będzie”, podzielili się na dwa obozy – tych co widzą „jak jest”, ale robią dobrą minę do (może nieudolnej – a nie „złej” samej w sobie) gry, i tych co; krzyczą że jest „tragedia” (co jest oczywiście przesadą). Krzyczą bo się zawiedli, lub krzyczą ponieważ mogą mieć powód, aby znów dowalić swoim [dlaczego? Może dlatego, że jednak nie czują się – w jakimś stopniu – Polakami]. Może tak być?… Pewne intuicje „na gorąco”.

Krótko o samym projekcie – tyle ile się w wyniku błyskawicznej kwerendy i kilkunastu wykonanych telefonów dowiedziałem. Uczciwie: nie będę opowiadał historii platformy polskiego AR-a: Grot (to można wysłuchać, wyczytać itp w internecie). Bardziej skoncentruję się w tej części na kilku recenzjach osób, które strzelały na ćwiczeniach WOT, czy też posiadają Grota. Obiecuję, że postaram się w najbliższym czasie też z niego postrzelać (przynajmniej z wersji cywilnej) i opisać wrażenia.

Pierwsza recenzja kolegi Adama z WOT-u.

„Strzela się łatwo, celnie, mały odrzut. Egzemplarz z którego strzelałem miał ślady rdzy. Nie zacinał się, jak już to bardziej z uwagi na nieumiejętność obsługi, która wynikała z braku praktyki; – za mała ilość strzelań.” W domyśle; nie znamy stażu tego egzemplarza, i czy był właściwie konserwowany. Wg słów kolegi jeden egzemplarz był na pewną grupę służących w WOT na strzelaniach, a wiec przechodził przez wiele rąk. Czy był właściwie konserwowany, czyszczony? To też nie jest to zbyt komfortowe rozwiązanie… – Ocena sądzę neutralna ze wskazaniem plusowym.

Druga ocena kolegi Dawida z WOT-u z Pomorza.

” Strzelałem wiele razy, w ciągu dwóch lat służby w WOT, wystrzeliwując jednorazowo nawet kilka magazynków (na ćwiczeniach na poligonie), czy na strzelnicy na strzelaniach -wtedy była to mniejsza ilość amunicji. Żadnych problemów z grzaniem się lufy. Sporadyczne, bardzo rzadkie zacięcia. Jak przy normalnej eksploatacji. Bardziej; w zależności od stanu – jedna grupa czyściła broń lepiej, inna gorzej, rotacyjnie otrzymywaliśmy broń. Pozytywne dostrzeżone rozwiązania to możliwość obsługi obu-ręcznej (lewo-prawo ręczni). Duża celność, lekkość, łatwość przeładowania. Problem sprawiały regulatory gazowe, to jednak jak wiem zostało usunięte w następnej wersji rozwojowej. Plastykowe elementy wydawały się rozwiązaniem niepokojącym, okazało się jednak że tak nie jest. Ogólnie pozytyw: ważne że podjęliśmy próbę zbudowania swojej platformy. Powinna być ona rozwijana.”

Grot -wersja cywilna

Trzecia ocena użytkownika cywilnego egzemplarza, tutaj w całości zacytuję przesłaną opinię:

W nawiązaniu do naszych ustaleń przesyłam Koledze moje wrażenie z dwuletniego posiadania i użytkowania cywilnej wersji karabinka MSBS Grot. W styczniu 2019 nosiłem się z zamiarem zakupu cywilnej wersji karabinku wojskowego z tłokiem gazowym, zbiegło się to premierą rynkową cywilnej wersji MSBS Grot. Zastanawiałem się jeszcze nad HK 416. W sklepie, przed ostateczną decyzją mogłem się przyjrzeć i przymierzyć do obydwu sztuk. Ostatecznie zwyciężył Grot: lepsza ergonomia, kolba składana na bok (choćby do celów transportowych), bardziej mi się spodobał, gdyż nie przypominał AR-a, cały projekt (podczas porównania przy zakupie) robił wrażenie „czystego”, „eleganckiego”, nie był taki chropowaty i sama broń miała gładsze powierzchnie bez wystających drobiazgów; rzecz gustu – zapłaciłem mniej niż za HK 416, który i tak był wtedy w dość atrakcyjnej promocji.

Na tym etapie kierowałem się subiektywnymi odczuciami. Cieszyłem się, że broń jest z Polski. Chciałem aby moje pieniądze budowały polską markę (mamy ich tak mało), liczyłem na modułowość i dodatkowe możliwości rozbudowy, które zapowiadano na przyszłość. Cieszył mnie też niski numer seryjny mojego egzemplarza z pierwszej dziesiątki wyprodukowanych na rynek cywilny nie licząc 100 sztuk pokolorowanej wersji jubileuszowej na 100 lat niepodległości. Wiedziałem, że jest to konstrukcja nowa i narażam się na kłopoty „wieku dziecięcego”, które na 100% musiały się pojawić!

Nikt jeszcze nie stworzył czegoś od razu doskonałego, w żadnej dziedzinie, mimo że przechodziło serię testów. Liczyłem zatem na gwarancję i bliskość producenta z dostępnym serwisem i częściami. Po zakupie zabrałem broń do naszego klubu i mieliśmy test pierwszego wrażenia praktycznie dla ponad 20 osób. Wszystkim się podobało, trafialiśmy do celu metalowego IDPA (ok 21,5 cm x 42 cm) ze 100 m z pozycji stojącej, narzekano na wysoką cenę.

Do tej pory wystrzeliłem z niego ok 1300 sztuk amunicji: GGG, PMC, Winchester, Norma, elaborowana B-N.

Lista moich uwag, podkreślam moich, w skrócie poniżej: broń nie rdzewieje, czyszczę po każdym strzelaniu więc nie daję rdzy szansy, według instrukcji nie powinienem jej chyba dotąd czyścić ani razu 🙂

-regulator gazowy, dla mnie rewelacja, demontowalny dwoma palcami bez narzędzi, ogólnie rozebranie broni do czyszczenia, bez wybijania pinów, samymi tylko rękami to przyjemność; mam porównanie do platformy AR,

-wymontowanie lufy imbusem jest proste, ale mechanizm działania śruby rzymskiej wymaga trochę obycia. Jak się rozbierze zamek to omyłkowo można złożyć go tak, że łuski są wyrzucane na przeciwną stronę w zaślepione okienko i broń się zacina – przydałyby się oznaczenia kierunkowości, ma świetne przyrządy celownicze, metalowe, płaskie, trzymają zero, nie kolidujące z optyką (była montowana lunetka myśliwska i biegowa, nie testowałem kolimatorów),

-ergonomię oceniam bardzo wysoko, lubię strzelać z niego na stojąco, na szybko do tarcz NP23P (Bolek) na 100m z przeniesieniem punktu celowania co 1 lub 2 strzały. Wchodzi niemalże wszystko, zaś z taktycznego punktu widzenia zadanie jest wykonane w 100%. Broń strzela „miękko”, przyjemnie, tak czuję; do strzelania na 100 m do tarczy TS-4 mam nadzieję uzyskać wynik powyżej 90 pkt na 100 z przyrządów mechanicznych, muszę nad tym pracować, broń to potrafi, ja jeszcze nie,

-w sierpniu 2020 uznano mi reklamację uszkodzonego magazynka po 1,5 roku bardzo sporadycznego używania. Był bardzo mało używany, wręcz oszczędzany. Punkt do poprawy. Piszę o magazynku z zielonego polimeru, 30 nabojowym. Krótkie, czarne, 10 nabojowe FB Radom wydają się w porządku.

-w październiku 2020 roku po wyjęciu magazynka nie mogłem zatrzymać zamka w tylnym położeniu, coś było nie tak z zaczepem, uznano mi reklamację i problem naprawiono, kontakt z FB Radom rewelacyjny, załatwienie reklamacji było modelowe, spotkałem zaangażowanych ludzi, z którymi kontakt był szybki i efektywny. Tutaj mała dygresja ogólnie co do załatwiania wszelkich reklamacji. Dobre firmy można poznać po tym, że traktują sprawy reklamacji jako okazję do podniesienia poziomu zadowolenia klienta i jego lojalności, Magazynki Magpul Gen3 nie pasują. To głównie tyle z użytkowania.

Sądzę, że narzekania na Grota są spowodowane relatywnie wysoką ceną na rynku cywilnym. Sam pracuję w marketingu w innej branży i sądzę, że FB Radom musi tutaj popracować nad tzw. „value proposition”, bo na razie w obiegowej opinii jest tak, że płaci się za orzełka na broni i jest to oferta skierowana do sentymentalnych i bogatych. Brakuje na razie szerszej oferty modelowej i jej pozycjonowania. Potrzebne są działania z dziedziny PR w klubach sportowych, stowarzyszeniach, fundacjach i na końcu w mediach społecznościowych i masowych.

P.S. Przykład z pozycjonowaniem pistoletu VIS 100 M1 jest moim zdaniem pozytywną odwrotnością
tego co uczyniono z MSBS-em. Można? Można!

Z wyrazami szacunku, Michał

[Wytłuszczenia moje]

Jak widać, ocena użytkownika i Właściciela cywilnej wersji Grota jest w moim rozumieniu bardzo konstruktywna – ze wskazaniami na techniczne aspekty; a więc konkretne: plusy i minusy. Skoncentruję się jednak na czymś innym. To będzie główny temat przewodni tego wpisu.

Wytłuszczenie w tekście trzeciej opinii mówi o patriotycznym „haczyku” na klienta. Proszę wybaczyć takie sformułowanie, trochę wędkarskie. Niemniej wydaje się trafne. Na ten temat rozmawiałem już wcześniej z osobami z branży, kolegami strzelcami i nie tylko. Wniosek jest jeden, najprościej: cena jest zdecydowanie za wysoka. Szczególnie wersji cywilnej. Jeżeli systemy AR – różnych renomowanych firm (żeby nie robić im reklamy) kosztują nawet 3799 zł, to nowy produkt, polski – powinien nie przekraczać tej ceny. Nie powinien być droższy, jakby licząc na to, że sentyment zrobi swoje i KAŻDY prawdziwy Polak (strzelec) kupi Grota dla orzełka. Co więcej: powinien kupić…

Nie tędy droga. Broń sportowa, cywilna powinna faktycznie trafić do jak największej liczby użytkowników na niskiej marży – głównie dla rozpropagowania produktu. Taki wniosek od razu w zeszłym tygodniu napisała mi koleżanka klubowa. Tak się nie robi biznesu, tak się nie zdobywa rynków, na które dopiero chce się wejść. Drogim produktem i do tego dopiero stworzonym, a mającym przecież sporą konkurencję. Wiele mankamentów można by zakryć dobrą ceną, co więcej – takie krytyczne słowa jakie padają pod adresem produktu również mogłyby nie paść – z tego samego powodu. Ponadto taka polityka firmy nie tylko przyniosłaby w efekcie większy zysk (oceniam że kupiłoby Grota bardzo wielu Polaków -strzelców sportowych i kolekcjonerów chociażby z uwagi na powiązanie – cena-orzełek), ale też dałaby możliwości większego kanału zwrotnego jeżeli chodzi o sugestie dotyczące innowacji broni. Pamiętajmy, że wielu strzelców sportowych to prawdziwi zawodowcy i profesjonaliści. Ale przede wszystkim wielu to pasjonaci łączący pasję z wiedzą – których oceniam nawet jeszcze wyżej. Ich spostrzeżenia i sugestie mogłyby być dla fabryki bezcenne. Co więcej: całkowicie darmowe – jako platforma testowa. Dlatego obniżenie ceny w zamian za tą informację zwrotną byłoby jak najbardziej na miejscu. Nie trzeba by było zatrudniać wielu „super” (czy na pewno?) -specjalistów (z reguły bardzo drogich), rusznikarzy itp. Wystarczyłoby tylko zamówić program analizujący informacje i najwyżej kilka osób – informatyków i konsultantów, którzy by się tym zajęli.

Sądzę że na rynku cywilnym spokojnie sprzedano-by i do 100 tys takich karabinków w rozsądnej cenie, jak pisałem poniżej 4 tys. Kupiłoby sporo kolekcjonerów, których znam chociażby jako pierwszy polski karabinek platformy AR. Jeszcze trzy lata temu deklarowali zakup takiej broni prawie wszyscy moi koledzy z uprawnieniami z którymi o tym rozmawiałem.

Największym wobec tego zmartwieniem jest podejście marketingowe do produktu. Na obecną chwilę (biorąc pod uwagę również i krytyczne techniczne oceny wersji wojskowej) karabinek doskonale sprzedawałby się na rynku wewnętrznym- cywilnym, odpowiednio promowany mógłby też zostać sprzedany na ogólnoświatowym – w konkurencyjnej cenie (chociażby rynek USA – tam jest całkiem sporo patriotycznie nastawionych Polaków, na pewno chcieliby posiadać polską broń z orzełkiem).

Pamiętam taką akcję marketingową z przed wielu lat dotyczącą systemu VHS konkurującego z systemem Beta. JVC właściciel patentu na VHS mimo że system jakościowo był gorszy od Beta (ale prostszy technicznie) rozdał w zasadzie patent za darmo – tym samym świat opanował jak wiadomo ten standard. Tutaj oczywiście mamy do czynienia z już funkcjonującą platformą, wprowadzany jest nowy produkt na rynek, który jest „zapchany” innymi, doskonalszymi, lepiej promowanymi wersjami. Co zrobić aby zyskać środki na udoskonalenie, a jednocześnie (przynajmniej u nas) zdominować rynek? Zejść z ceną. Tak się jednak nie stało cena jest zaporowa…

Warto skoncentrować się na marketingu opartym o zasoby sportowców-patriotów to może dać fabryce niezły „kop finansowy” – swoiste „wbicie się” na rodzimy rynek cywilny (ponad 70 tysięcy licencji sportowych, nie mówiąc o kolekcjonerach i myśliwych którzy mogą też zakupić tą broń), aby odnieść sukces. I tutaj życzę Fabryce radomskiej tej drogi. Od 100% osób z którymi rozmawiałem usłyszałem jedno w kontekście Grota: „powinien być tańszy”. O ile? Rozmawiając z kolegą sędzią i sportowcem (Macieju dzięki za konstruktywny wkład) usłyszałem kwotę 4300 zł (równowartość 1000 Eu). Może faktycznie tędy droga? Penetracja rynków europejskich miłośników broni może być bardzo dobrym marketingiem, który może przynieść fabryce krociowe zyski – jeżeli chodzi o wersję cywilną.

Podsumowując tą część analizy produktu:

  1. Udoskonalenie produktu zależy od jego popularności
  2. Popularność zależy od ceny.

Na tą chwilę stawiam takie dwie tezy.

Serdecznie dziękuję Koledze Michałowi za fotografie jego egzemplarza i możliwość ich wykorzystania we wpisie.

c.d.n. ( w dalszej kontynuacji rozważań nad polską platformą AR będą oceny następnych użytkowników Grota, a także będę zastanawiał się nad pomysłem wdrożenia tej broni jako ćwiczebnej wersji – w bocznym zapłonie, chociażby do szkoleń, takich wersji AR produkowanych jest – co najmniej kilka)

Trzeba coś napisać …

Trochę odłogiem stał ten blog, mój osobisty, jakoś tak czasu nie było aby zawierać refleksje natury ogólnej z zacięciem na bardzo subiektywne moje własne spojrzenie. Porwany wirem wydarzeń rodzinnych, społecznych nie miałem czasu na taką spokojną dygresję. Spojrzenie trochę z boku… ostatnio niektórzy znajomi, koledzy polaryzują się. Mówią ze są bardziej po tej, po tamtej stronie, oglądają lub nie oglądają tych czy tamtych mediów. Trochę odczłowieczają się tym samym pokazując że łatwo nimi kierować. NWO. „Nowy Wspaniały Świat” ( https://www.znak.com.pl/ksiazka/nowy-wspanialy-swiat-aldous-huxley-137179 ) czy to ten kierunek? Jestem „lewicowy” jestem „liberałem” – słowa klucze określające swoiste samookreślenie wygłaszającego te opinie. Tylko na czym są one budowane? Na wyrwanych z kontekstu blichtrach poszczególnych orientacji, kierunków czy doktryn… Fragmentach tych najbardziej błyszczących, ciekawych, podniecających – „nośnych”. A cała reszta? Reszta, jest zakryta. Liberał – ktoś kto patrzy liberalnie na innych, na zachowania (patrzy przez palce). Taka obiegowa opinia. Ale czy można tak? Żyć i nie zwracać uwagi na zasady, czasami wykształcone od tysiącleci? Powie ktoś- ale nie o te zasady chodzi a o [słowo klucz] tolerancję. Co chcemy tolerować? Deprawacje, morderstwo, czy może brak tolerancji? A tak…: tak tak. Celowo podkreślam to ostatnie. Często się spotykam z takim widzeniem świata. „Moja mojszość jest najmojsza” – a więc: moja postawa, mój punkt widzenia światem jest tym najwłaściwszym, dlatego inni musza mnie tolerować ja innych nie. I to jest dobre, tak być powinno. Bo przecież to tylko ja mam rację w oparciu o mój punkt widzenia produkt globalistyczno-lewicowego- liberalnego do szpiku świata [zachodniego].

Ile w teoriach spiskowych jest racji (?) że globalizacja czy „program” (czyj?? istnieje? – teoria spiskowa) lekceważenia sobie ustalonych już od tysiącleci zachowań moralnych czy etycznych – nie mających racji bytu (stare, niemodne, niepopularne)- jest czyniony w oparciu o łamanie (za czas jakiś) wszelkich reguł dotyczących jednostki ludzkiej? Pogrążenie Osoby w taki labirynt uwarunkowań, aby była sterowalna do szpiku kości przez dowolną machinę [może to być np korporacja]. Pierwsze kroki w stronę usidlenia jednostki, „zlemingowania” do granic niewyobrażanych.

Na koniec tych króciutkich rozważań, jako zaczątku czegoś więcej taka intuicja: matrix w nie fantastyczno-naukowym pojęciu to nasza obecna rzeczywistość? Podążaj za króliczkiem. Co zatem z „tabletką wiedzy”? Teraz (w obecnym świecie) nie da się w tak uniwersalny sposób odkryć prawdy – połknąć i już się wie jak jest…. – Czasami tylko Ktoś (rzadki „ktoś”) może zdać sobie sprawę, że taką tabletkę trzeba znaleźć w gąszczu informacji – w ich właściwym połączeniu, spojeniu, po odnalezieniu …- prawdziwych lub nie prawdziwych istniejących obok siebie równolegle w internecie, w mediach, w komórkach, w radiach i telewizjach… Ale kto się na to odważy? Kto zacznie grzebać w nieskończoności prawd, pół-prawd i kłamstw? Żeby do cna stracić poczucie stabilności i realizmu swojej egzystencji? Stracić oparcie i podporę – przestać wierzyć w to, co było jego guru. Ludzie wszystkich…łączcie się. Płynność wszystkiego, wszystko się toczy rusza. Wszędzie trzeba dawać szansę – ale tylko tym którzy myślą podobnie do nas. Liberałem może być każdy, ale lepszy spośród nich jest liberał „wolnościowy”. Słowo tak wyświechtane.

Czymże jest wolność? Jakie ma granice?Szczególnie w życiu osobniczym. Czy prawdziwą wolnością jest co co możemy zrobić (ale nie robimy i pozostaje w strefie marzeń), czy też tylko to co chcemy robić i robimy? TYLKO – ponieważ jest czymś realnym i prawdziwym dla nas. Mimo robienia tego czegoś według kluczy naszych przekonań które przecież nie powstały z niczego. A więc jest to nasze działanie? Czy może wyuczone poprzez skomplikowane procesy socjo-techniczne?

Zostawiam Was z takim pytaniem. Czy odpowiecie sobie na nie – szczerze – to już inna sprawa.

(foto wykonane przeze mnie przedstawia zachodzące zimowe słońce -foto się mi podoba, też jest dla mnie swoistym znakiem zapytania…: zachodzące jak ludzka inteligencja przytłoczona zbyt dużym bagażem informacji które mają ją wyprowadzić na manowce – oduczyć zastanawiania się nad czymkolwiek z powodu nadmiaru bodźców?)

Start w kampanii do Sejmu RP. Piotr Szelągowski; lista nr 2, 14-ta pozycja.

Drodzy Czytelnicy moich blogów, obserwatorzy działań kresowych i propagujących sporty strzeleckie, od kilku tygodni biorę udział w kampanii do Sejmu RP. W sierpniu poinformowano mnie o zaszczycie wpisania na listę Kandydatów. Oczywiście, czasu mało dlatego moja kampania opiera się głównie na poleceniach, wśród tysięcy osób, które zdążyłem poznać przez okres 14 lat działań społecznych. W trakcie kampanii otrzymuję wiele pytań. Poniżej postaram się odpowiedzieć na te kilka które uważam za najistotniejsze, a też dla tych którzy mnie nie znają pokazać i odpowiedzieć czym się zajmuję, co robię.

Czytaj dalej

Wojna nie ma w sobie nic z kobiety…

Wstrząsająca lektura przeżyć kobiet na froncie II Wojny Światowej. Kobiet służących w armii sowieckiej. Jak bardzo odmienne opowieści. Nie ma mowy o planach bitew, zdobywaniu przyczółków. Jest za to wiele o miłości, wrażliwości, bólu, losie ludzkim.
O tym jak były traktowane.
Utkwiło mi takie jedno zdanie: „pod ogniem to do mnie wołali: Siostrzyczko! Siostrzyczko, …a po walce to każdy na mnie dybał…
Straszna prawda o słabej płci w takim miejscu gdzie ludzkie uczucia, odruchy, przestają się liczyć.
Opisy straszliwych tortur i świadomość że wiedziały na co się narażały:
„Wiedziałam dokąd trafiłam i byłam szczęśliwa że nikogo nie wydałam”
Jak bardzo były to traumatyczne przeżycia można odczuć czytając jak dochodziła do siebie autorka tej relacji:
„Cały czas krzyczałam, milkłam dopiero gdy mnie zanurzyli w gorącej wodzie. Mamy nie puszczałam od siebie nawet na chwilę. Błagała: Córeczko muszę iść do pieca. Na ogródek. A ja trzymałam się jej.”
Jak bardzo życie zmienione, stracone. Poczucie utraty czasu swojej młodości. Kilkunastoletnie dziewczyny, niewinne i czyste jak biały kwiat, zbrukane grozą wojny, wykoślawione żywoty. Zniszczone piękno.

„Wsadzili do więzienia, kopali, bili pejczem. Kładą człowiekowi ręce na stół i jakaś taka maszynka wciska mu igły pod paznokcie. Równocześnie pod każdy. Piekielny ból. Od razu traci się przytomność.”
Kto mógł wpaść na taki pomysł? Aby piękne kwiaty mające przyozdabiać najpiękniejsze uczucie na świecie – miłość, tak traktować?

Gdzie w tym wszystkim miejsce na dziecko? Na dom?
„To pod Kijowem, nasz skład strasznie zbombardowano. a on wtedy ściskał tego kotka. U dziecka wszystko powinno być dziecięce…zasypiał ze słowami: Mamusiu mamy kotka, teraz mamy prawdziwy dom.
[…]
Nie możemy się rozstać nawet na kilka dni. Ani chwili nie mogę bez nich żyć.
Kto był na wojnie ten wie co to znaczy. Rozstać się na jeden dzień choćby na jeden dzień”.

Jak ważne było być razem. Przetrwać. Ilu się nie udało.
A po wojnie dopada samotność po śmierci bliskich.

„Taty i mamy już dawno nie ma. Te długie bezsenne noce….Ileż lat minęło, a mój najstraszliwszy sen to ten, kiedy budzę się zlana zimnym potem…”

Samotność. Też i brak umiejętności bycia z kimkolwiek po traumie jaka została. Po tym wszystkim, co ma się przed oczyma. Niektórym się nie udało założyć rodzin.
Samotność.

Jak bardzo podobne są to losy do tych, które dotknęły naszych rodaków na Wołyniu.
Jest jedna różnica; one dostawały (nie zawsze) medale. Gdzieś tam mówiono dobrze (też i źle), ale były bohaterkami, nawet jeżeli wbrew sobie.
Nasi musieli w milczeniu przeżywać obrazy zbrodni jakie na zawsze zostały przed ich oczyma. Niektórym tylko starczyło sił do walki o prawdę.
Dlatego ja muszę im pomagać. Dać to na co nie mieli siły.

A książka? Pokazuje zło wojny bardziej dosadnie niż jakakolwiek którą czytałem do tej pory. Może dlatego że przez pryzmat tych delikatnych istot, które przecież stworzone zostały do miłości, rodzenia i wychowywania dzieci – tworzenia rodziny.

Każdy powinien ją przeczytać, aby uzmysłowić sobie jakim przerażającym tworem jest wojna. I aby mógł zrobić wobec tego naprawdę wszystko by temu zapobiec.
Lektura obowiązkowa. Dla każdego.