Charytatywnie – pomagać innym. Dla Zuzi.

Tak naprawdę sensem życia jest pomoc drugiej osobie. Wtedy, gdy widzisz uśmiech dziecka, czytasz krótki list z podziękowaniem, czujesz że żyjesz. Inni mówią, że są organizacje „od tego”, nie dają nawet złotówki, tłumacząc się w taki sposób. Po prostu nie chcą. Zbyt samolubni, aby wznieść się odrobinę wyżej…
Zmieniajmy ich… i pomagajmy.
Zaproszenie do pomocy choremu dziecku przesłane przez kolegę:

Zapraszam ponownie na Charytatywny Maraton Zumby dla Zuzi!!
Dzięki naszym wspaniałym instruktorką o WIELKIM SERCU będziemy mogli się ponownie spotkać w tak wspaniałym gronie :)) i pomóc małej kruszynce
Nasze kochane instruktorki (oraz instruktor)
zawsze gotowi do działania i pomagania!!

Dla Zuzi

Sam, pomagam od kilkunastu lat, na różne sposoby, wpłacając na konta osób, które mają chore dzieci, czy też organizując zbiórki charytatywne, szczególnie ostatnio dla naszych Polaków na Kresach.
Aby zachęcić piszę o tym, dając przykład. Mógłbym nic nie pisać, robić swoje – jednak zauważyłem że tego typu cicha działalność daje mimo wszystko mniej efektów. Ludzie potrzebują przykładu, dowodu. Tak już jest. Świat wokół nas stał się nieufny, my również.
Wierzcie- tak, wysyłam to co zbieram, to co sam mam, staram się dzielić z innymi. To ma sens. Jest tak wiele ubóstwa i biedy. Moja akcja wysyłki książek na Ukrainę, Białoruś i Litwę do Polaków była spowodowana prostą logiką. Nie stać ich na kultywowanie polskości, bo nie stać ich na książki. A więc niejako wyręczając ich – wysyłam je tam. Nie znaczy to, że ograniczam się tylko do tego.
W przesyłkach idą również rzeczy (ubrania) dla dzieci przede wszystkim, zabawki…

Kiedy Poczta Polska uruchomiła „darmową paczkę na Ukrainę” przesłałem dzięki pomocy innych 10 takich paczek na Ukrainę do polskiej parafii na Wołyniu. Znajomi zbierali rzeczy, ale przede wszystkim „wysyłali” paczki. Okazało się, że 1 osoba bezpłatnie może wysłać tylko 1 paczkę.
Jakby Poczta Polska bała się że hurmem rzuci się Polska do wysyłania. A może była to celowa blokada? Ponieważ większa część społeczeństwa pewnie nie wzięła w ogóle udziału w akcji, tylko określone grupy związane z Kresami, z Polakami na Ukrainie. To była bolesna blokada. Utrudniła wysyłkę, zmniejszyła też efektywność pomocy.

Oto materiał z KSD o miejscu, do którego wysłałem to co udało się zgromadzić, również dzięki pomocy pracowników Biblioteki Raczyńskich z którymi od lat współpracuję w tym zakresie.

Zafascynowany Wschodem

Nie wszyscy księża przyjeżdżający na Ukrainę wytrzymywali zderzenie z zupełnie odmienną rzeczywistością, i trudami do jakich nie przywykli. Ci zazwyczaj po kilku miesiącach rezygnowali i wracali w rodzinne strony. Inni w mozolnej pracy i ekstremalnych warunkach odnajdywali własną drogę, ulegali fascynacji wschodem. Pozostali do dzisiaj. Ukochani przez własnych parafian i otoczeni szacunkiem innowierców.

Takim kapłanem jest Witold Kowalów. Zafascynowany nie tylko kresowym wschodem, ale też jego historią. Dzięki niemu uratowano od zapomnienia wiele wydarzeń ważnych dla narodu Polskiego i Ukraińców.

– Nie wszystkim podobało się to co robię – wspomina ksiądz Witold – Historii jednak nie da się zmienić, zastąpić ją kłamstwami lub przemilczeniem. To moja codzienna walka o prawdę. Niektórzy boją się jej. Próbowano mnie nawet zmusić do opuszczenia Ukrainy. Jeszcze za prezydenta Juszczenki wystąpiłem o przyznanie obywatelstwa. Teraz nikt mnie stąd nie wyrzuci. – I tak ksiądz Witold został jedynym kapłanem obcokrajowcem w Archidiecezji Krakowskiej. Długa, bujna broda czyni go bardziej podobnym do miejscowego batiuszki, niż księdza katolickiego, ale tutaj to normalne, chociaż daleko poza równieńszczyzną wzbudza ciekawość.

Kowalów, to nie tylko strażnik historii, ale prawdziwy człowiek renesansu. Kapłan i patriota, wydawca, dziennikarz, archiwista, historyk, konserwator zabytków i Bóg raczy wiedzieć kto jeszcze. Tytaniczną pracę wykonuje z zapałem godnym prawdziwego, twardego górala.
[…]
Mijamy Brody, miasteczko na granicy województwa lwowskiego i Wołynia. Jakiś prowokator z Doniecka spalił tutaj, dopiero co, dwie cerkwie grekokatolickie.
Droga wiedzie przez malownicze stepy. Zieleń miesza się tutaj z intensywnymi, żółtymi połaciami kwitnącego rzepaku. Wszystko to poprzecinane czarnoziemami w kolorze węgla, które nie porosły jeszcze uprawami. Już niedaleko do Równego, miasta stołecznego województwa Równieńskiego. Z obwodnicy zjazd na nieco gorszą, ale przyzwoitą drogę do Ostroga. W blasku zachodzącego słońca widać w oddali elektrownię atomową, bliźniaczkę tej z Czarnobyla.

[…]
Rankiem, ksiądz Witold zabiera nas do Równego. Na wjeździe do miasta mijamy zapory przeciwczołgowe i stanowiska strzeleckie zbudowane z worków z piaskiem. Kilku milicjantów uzbrojonych w karabiny kałasznikowa, to cała załoga tego punktu obrony, jakich teraz wiele na Ukrainie.

Starą zabudowę miasta wypierają nowe budynki. W centrum kościół z lat 30-tych minionego stulecia. Tutaj, od ponad dwudziestu lat, proboszczem jest Książ Dziekan Władysław Czajka. Byłem tutaj prawie dwie dekady temu. Nadziwić się nie mogę, jak Dziekan zmienił to miejsce w urokliwy zakątek. Starodrzewie kryje pod swoim zielonym dachem nowiutką drogę krzyżową zdobną w fontanny oraz miejsca upamiętniające pomordowanych Polaków. Tytaniczna praca, którą ma zwieńczyć w najbliższym czasie wymiana dachu kościoła – oczywiście jak wystarczy pieniędzy.

Jedziemy na cmentarz. Polskie nazwiska, polskie groby. Zasłużeni mieszkańcy Równego, powstańcy, żołnierze i niczym nie wyróżniający się równieńszczanie. Łączy ich teraz jedno – w większości zaniedbane groby. – Próby zainteresowania kogokolwiek ratowaniem tych mogił odniosły niewielki skutek – mówi Dziekan Czajka. Próbujemy sami ratować co się da, ale ciągle brakuje na to funduszy.
[…]
Witold Kowalów, jeszcze w latach 90-tych odkrył w podziemiach kościoła szczątki ponad 500 pomordowanych ludzi. Sam segregował kości, opisywał i zabezpieczał. Później godnie pochował. To nie jedyne miejsce, pochówku jakie odkrył ten „strażnik historii”. Znajdował szczątki pomordowanych Polaków, Ukraińców i Rosjan. Niewielkie jednak było zainteresowanie jego odkryciami ze strony instytucji, które powinny się zająć tematem. – Byli u mnie nawet ludzie z rzeszowskiego IPN, ale też nic z tego nie wynikło – wspomina ksiądz Witold.
Dokumentacja potwornych znalezisk, zebrany materiał historyczny, czeka na publikację. Brak jednak pieniędzy na nowe wydania. I chociaż ksiądz wydał ponad 80 wysoko ocenionych książek o tematyce religijnej i historycznej, nadal nie wie skąd wziąć pieniądzy na następne, przygotowane już wydania.
– Dotowane jest jedynie czasopismo „Wołanie z Wołynia”, które wspomaga Konsulat RP w Łucku – mówi Ksiądz Kowalów – Na wydanie książek muszę sam zdobywać fundusze. Większość jest rozdawana, więc zazwyczaj nie przynoszą dochodu.
Cykl wydawniczy regulowany jest tutaj prostą metodą – „od zaciągnięcia długu w drukarni…do jego spłacenia”.
To irytujące, gdy człowiek uświadamia sobie jakie pieniądze wydaje się w kraju często na wydawnictwa, które są nic nie warte lub nawet szkodliwe, a tutaj brak środków na ratowanie od zapomnienia historii narodów i kościołów.

Całość można przeczytać na Wołanie z Wołynia – red. A.Klimczak i reż. P. Zarębski

Czy warto pomagać takiej osobie, która autentycznie poświęciła się dla innych?
Czy warto pomagać potrzebującym?
Nie mam problemu z odpowiedzią na te pytania.
A Wy, drodzy Czytelnicy?
Moje działania charytatywne opisuję częściowo na stronie: Działalność społeczna i charytatywna – bezprzesady.com

i tutaj:

Dary dla Wilna
Dary dla szkoły na Litwie
Dary – Kamieniec Podolski
Działalność charytatywna czy warto?

Wszystkich którzy chcieliby pomóc w tych działaniach, podzielić się tym co mają, co im zbywa – zapraszam do kontaktu ze mną mail

Na koniec jeszcze fragment listu od księdza przesłanego do mnie:

Ostróg nad Horyniem, 11 czerwca 2014 roku
Szczęść Boże!
Sz. P.
Piotr Adam SZELĄGOWSKI
Szanowny Panie!
[…]
W ubiegłą niedzielę mieliśmy Pierwszą Komunię, którą przyjęło sześcioro dzieci naszej parafii.
[…]
Korzystając z okazji wyjazdów do Polski, za każdym razem wysyłam po kilka podziękowań.
Bardzo serdecznie dziękuję za zorganizowanie paczek – pomocy, daru serca dla parafii w Ostrogu na Wołyniu.
[…]
Bardzo zadowolony jestem z kontaktu z p. Krzysztofem Klupp’em z Pracowni-Muzeum Kraszewskiego w Poznaniu.
[…]
W imieniu obdarowanych dzieci, redakcji „Wołania z Wołynia” oraz parafii składam staropolskie „Bóg zapłać”.

Serdecznie pozdrawiam z Wołynia.
Szczęść Boże!
Z wyrazami szacunku i wdzięczności

ks. Vitold-Yosif Kovaliv
о. Вітольд-Йосиф Ковалів
вул. Кардашевича, 1
35800 м. Остріг
Рівненська обл.,
Україна