Dziś dzień spotkań i uroczystości. Kilka refleksji z przeszłości.

Od rana – spotkanie kandydatów na radnych w szkole WSNHiD na ul. Kutrzeby. Szczególnie miło sobie tą szkołę kojarzę, ponieważ to właśnie tam organizowałem pierwsze spotkania z ks Tadeuszem Isakowiczem-Zaleskim ( O ludobójstwie w Poznaniu . To gościnne mury tej właśnie poznańskiej uczelni umożliwiły dwa spotkania w 2009 roku, które zapoczątkowały moją stałą współpracę i wolontariat z fundacją prowadzoną przez ks Tadeusza, a zajmującą się osobami niepełnosprawnymi intelektualnie ( Fundacja Brata Alberta w Radwanowicach ), a także wspólne działania mające na celu przybliżyć jak najszerszej grupie osób prawdę o zbrodniach OUN-UPA dokonywanych na ludności cywilnej wielu narodów.

Efektem pośrednim jest poparcie księdza Tadeusza dla mojej kandydatury na radnego miejskiego. Cenię sobie szczególnie to, tym bardziej że jestem jedną z 10 osób z całej Polski, którym ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski udzielił poparcia: Poparcie w wyborach dla odważnych i uczciwych kandydatów
Poniżej relacja jaką napisałem dla potrzeb strony Warsztatów Idei ze spotkania (drugiego) z ks Tadeuszem 27 listopada 2009 roku. Właśnie wtedy miał miejsce pierwszy dzień planu zdjęciowego dokumentu „Zapomnij o Kresach”, w którym ks Tadeusz odgrywa istotną rolę wiążącą jako komentujący wydarzenia, tło historyczne i powody dokonania zbrodni Ludobójstwa przez OUN-UPA na setkach tysięcy niewinnych cywilnych osób wielu narodowości…:

W dniu 27 listopada 2009 roku Poznań ponownie przyjmował księdza Isakowicza-Zaleskiego w gościnnych murach WSNHiD na ul. Kutrzeby 10. Poprzednie spotkanie miało miejsce w murach tej samej uczelni 28 kwietnia br. Było przez Poznaniaków bardzo życzliwie i licznie przyjęte. Spotkanie kwietniowe było zorganizowane przez dwa towarzystwa zrzeszające kresowian: Polskie Towarzystwo Miłośników Krzemieńca i Ziemi Krzemienieckiej im. Juliusza Słowackiego w Poznaniu i Towarzystwo Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich.

Tym razem organizatorem i głównym zapraszającym był uniwersytet III wieku mieszczący się w WSNHiD. Poza słuchaczami uniwersytetu III wieku, min. była obecna delegacja, która przyjechała autokarem z Gostynia z tamtejszego zespołu szkół w liczbie 58 osób, a także grupa naukowców z IPN. Sala oddana do dyspozycji księdza była całkowicie zapełniona. Obecne spotkanie było poszerzone o multimedialny pokaz zdjęć. Po prelekcji nastąpiła niezwykle gorąca i żywiołowa dyskusja. Jeszcze raz sytuacja ta pokazuje, jakże istotnym jest zagadnienie związane z dokonanym Ludobójstwem na narodzie polskim. Wymusza to reakcję konieczną i niezwykle potrzebną dla oczyszczenia stosunków z Ukrainą, reakcję, gdzie w końcu powie się wyraźnie o okrucieństwach popełnianych przez nacjonalistów ukraińskich. O mordach na polskich kobietach i dzieciach, niezwykle często bardzo okrutnych, powie się prawdę i tylko prawdę również o obecnym wzroście fali nacjonalizmu na Ukrainie, w kontekście nie wpuszczonego ostatnio rajdu ku czci Bandery założyciela UPA przywódcy OUN i przedwojennego terrorysty mającego na sumieniu wiele istnień ludzkich polskich i ukraińskich z jego wyroku zamordowanych tylko za to, że szukali zgody i pojednania między narodami; polskim i ukraińskim. Bandera przed wojną został skazany prawomocnym wyrokiem II RP na śmierć. W wyniku amnestii zmieniono mu wyrok na karę dożywotniego więzienia, a następnie we wrześniu 1939 zwolniono z więzienia. Można pokusić się tutaj o analogię do postępowania sowietów w Lwowie w 1941, gdzie rozstrzelano kilka tysięcy więzionych Polaków. Nie wypuszczono nikogo… II RP cechowała się bardzo humanistycznym podejściem do swoich największych nawet wrogów, dlatego była tylko Bereza Kartuska (z której również zwolniono WSZYSTKICH działaczy ukraińskich nacjonalistów), a nie obozy koncentracyjne jak u naszego zachodniego sąsiada, czy też masowe mordy i zsyłki za wschodnią granicą. Bandera doprowadził do podziału OUN na dwie frakcje. Andrij Melnyk, jest uznanym przywódcą OUN (wola założyciela OUN- Jewhena Konowalca – zamordowanego w dniu 23 maja 1938r). Z kolei 10 lutego 1940 roku Bandera zakłada swój własny OUN. Od tej chwili OUN Bandery określa się mianem: OUNB, frakcję pozostającą zaś pod dowództwem: Mylnyka OUNM. Od tego czasu rozpoczęły się liczne rozgrywki między oboma frakcjami, w tym pobicia, a nawet morderstwa. Niemcom było to bardzo „nie na rękę”. W 30 czerwca 1941 roku próbowano utworzyć marionetkowe państwo ukraińskie nie uznane przez żadne państwo na świecie (nawet przez III Rzeszę). Doprowadziło to do aresztowania i osadzenia Bandery w Sachsanchausen przez Niemców. Ich cierpliwość i przymykanie oka na warcholstwo nacjonalistów ukraińskich się skończyły. Duża część uzbrojonych policyjnych formacji podporządkowanych Banderze, a będących pod bezpośrednim dowództwem Niemców, zdezerterowała do lasów. To był trzon band UPA. Od końca 1941 roku rozpoczęły się coraz lepiej zorganizowane czystki etniczne, (przedtem były to przypadki nie na aż tak dużą skalę, dotyczace z reguły od jednej do kilkunastu osób), które osiągnęły ponurą kulminację 11 lipca 1943 w równoczesnym ataku na kilkaset wypełnionych polskimi wiernymi kościołów (była to niedziela). W wyniku działań nacjonalistów mających na celu usunięcie „obcego elementu” z ziem „ukraińskich” zginęło kilkaset tysięcy ludzi. Poza najliczniejszą grupą, jaką stanowili Polacy na drugim miejscu znajdują się …, Ukraińcy. Dlaczego Ukraińcy? Ponieważ zdecydowana większość była przeciw terrorystycznymi ludobójczym działaniom nacjonalistów z UPA. Dodatkowo Polacy z Ukraińcami byli mocno zintegrowani, mieszane małżeństwa, wspólne uroczystości, wspólne gospodarowanie. W książce Pana Romualda Niedzielki pt. „Kresowa Księga Sprawiedliwych 1939-1945”, opisanych jest wiele przykładów poświęcenia ze strony ukraińskich braci ratujących życie Polakom, czy też nie zgadzających się na mord na własnym współmałżonku; Polaku czy Polce. I dlatego ginęli razem. Wstrzasąjące i poruszające relacje.

Następnymi ofiarami nacjonalistów z UPA byli: Ormianie, Słowacy, Holendrzy, Łemkowie i wiele innych narodowości.

Wysiłki księdza w jego nieustającej serii prelekcji na temat książki „Przemilczane Ludobójstwo na Kresach” zmierzają do tego, aby wiedza o tych straszliwych wydarzeniach dotarła do jak większej części społeczeństwa. I zaczynają przynosić skutek. Sejm polski przyjął uchwałę będącą światełkiem w tunelu, mówiącą o znamionach ludobójstwa, co do popełnionych zbrodni przez nacjonalistów ukraińskich. Nie jest to w pełni zadowalająca forma określenia wydarzeń. Według definicji Ludobójstwa utworzonej przez polskiego prawnika Rafała Lemkina (1943 rok, przyp.aut.), a przyjętej przez ONZ w 1947 roku, to co stało się na Wołyniu, Małopolsce Wschodniej i Galicji spełnia wszystkie warunki tej definicji.

Pozostaje jedynie pytanie: Co staje na drodze do uznania zbrodni Ludobójstwa na Kresach jako Ludobójstwo? Komu tak bardzo przeszkadza to słowo?
Piotr Szelągowski”

W opisie figurują organizatorzy spotkania. Tak naprawdę organizatorem i inicjatorem byłem ja jako członek PTMKiZK. Ze strony TML nikt mi wtedy nie pomagał – po prostu dopisałem ich, aby promować działania tego towarzystwa. Nie wiedziałem wtedy jeszcze jak bardzo mijam się z prawdą – okazało się, że wielu członków tego towarzystwa, wcale nie stawia na pierwszym miejscu upamiętniania ofiar i walki o prawdę. Są tam jednak też i osoby (nieliczne) które działają w zgodzie z własnym sumieniem i starają się robić to samo co i ja. Przyznać należy, że TML organizuje pomoc charytatywną dla Polaków na Kresach, chociaż tak naprawdę kamieniem węgielnym tej działalności jest w zasadzie jedna osoba, Pan Stanisław. Za to należy się mu uznanie. Większa część osób z towarzystwa, w mniejszym lub większym stopniu mu w tym pomaga. Chociaż tyle. Moim zdaniem, to jednak zdecydowanie za mało…

Podczas spotkania przedwyborczego w murach szkoły WSNHiD w dniu dzisiejszym dzięki uprzejmości kolegi Karola, założyciela Poznańskiego Stowarzyszenia Strzelców i Kolekcjonerów Broni mogłem zrobić sobie zdjęcie z kultowym niejako, wyprodukowanym chyba w największej ilości sztuk na świecie karabinkiem AK47.
Nie ukrywam, że idea zbliżona do rozwiązania pospolitego ruszenia (jak w Szwajcarii, o czym pisałem min. w materiale: Dostęp do broni palnej, czy potrzebny? ) wydaje się jedynym rozwiązaniem odstraszającym obce interwencje (i ze wschodu i z… zachodu) na naszym terytorium. Gwarantuje nam też ukrócenie ewentualnych nieudanych działań przetargowych dla polskiej armii – różnych offsetów, i tym podobnych…
Jakie są atuty takiego rozwiązania? Oto fragment mojego materiału je wskazujący:
…Na spotkaniu z Panem Romualdem ( spotkanie z Szeremietiewem ) usłyszałem od niego, że analiza dokonana przez ekspertów Armii USA wykazała, że do zwalczenia 1 partyzanta statystycznie potrzeba 35 żołnierzy sił zawodowych. Po jego stronie stoi znajomość terenu, możliwość korzystania z wielu ukryć, nierozpoznawalność.
Żadna armia świata, nie ma szans dać sobie rady z całym narodem partyzantów. Musiałaby go po prostu eksterminować w całości. Pomijając wszystko inne (kwestie techniczne; chyba tylko broń atomowa, przy globalnym użyciu może zapewnić eksterminację powyżej 90%), obecne normy i powiązania społeczne w Europie nie pozwoliłyby raczej na takie działanie.
Sam fakt wprowadzenia takich szkoleń byłby już odpowiednim straszakiem.
Ponadto najważniejsze: KOSZT.
Tego typu szkolenia minimalizują koszty. Nie ma skoszarowania, szkolenia są kilkugodzinne w ramach chociażby pracy.
Udostępnienie DARMOWE (na koszt państwa) – strzelnic, przynajmniej raz w miesiącu dla chętnych, w celu ćwiczenia sprawności strzeleckiej z dostępnych rodzajów jednostek borni będących na wyposażeniu armii, podnosi sprawność i kwalifikacje strzeleckie.
Gry wojenne typu ASG, powinny być powszechne, jest to doskonałe szkolenie taktyczne połączone z zabawą i dreszczykiem emocji…
(całość na: Pomysł „pospolitego ruszenia” dla polskiej armii. Po co rekonstrukcje militarne i ASG? )
w_szkole

Oczywiście broń była nie naładowana i zabezpieczona.
Co do fragmentu tekstu powyżej zdjęcia; jestem pewien, że jest to bardzo dobry sposób na odstraszenie potencjalnych przeciwników mających zakusy na działania zbrojne na terenie naszego kraju. Ponadto podnosi to też nasze notowania w oczach innych krajów europejskich. Powinniśmy zrealizować taki system szkoleniowy. Na razie jest sporo grup szkolących się w zabawie ASG, co jest doskonałym krokiem w dobrą stronę. Należy też utworzyć lobby propagujące posiadanie broni palnej oczywiście na warunkach gwarantujących bezpieczeństwo – czy to dla celów sportowych (co mnie samego interesuje, w moim wieku to doskonały pomysł na sport, który raczej nie powoduje kontuzji fizycznych…), czy też dla celów bezpieczeństwa i obrony.

Dzień zamknąłem spotkaniem patriotycznym w Pałacu Działyńskich w Poznaniu.
Poprzedziła go Msza Św. za Ojczyznę w kościele o. Karmelitów (Wzgórze Św. Wojciecha) o godz. 16:30
Program koncertu:
Uroczyste odsłonięcie obrazu „Pejzaż 2010” autorstwa Michała Fierka
Łukasz Byrdy, fortepian – utwory Fryderyka Chopina
PRZERWA
Wspólne śpiewanie pieśni patriotycznych.

Niestety, nie mogłem być do końca (jak co roku) – powodem było kilka umówionych spotkań z uwagi na działania, jakimi zajmuję się od paru tygodni ( kandydat na radnego )