Kandydat na Radnego Miejskiego Piotr Szelągowski

Witam Państwa.
Będę kandydował w wyborach samorządowych z pozycji 4-tej listy PIS okręg VI (Grunwald-Junikowo-Ławica) jako kandydat bezpartyjny. Pierwszy raz będąc bezpartyjnym, jestem tak wysoko na liście. Widocznie doceniono mnie za moje starania społeczne, jakich się podejmuję na wielu płaszczyznach od prawie pięciu lat na stronie bezprzesady.com (przedtem bezprzesady.pl).

Wiele osób pyta się o mój program.
Odpowiem może nietypowo: być wrażliwym na mieszkańców i ich problemy. Reagować na sprawy, które ich dotykają. Nadal robić swoje (Możecie czytać o tym czym się zajmuję, co robię, co mnie interesuje też prywatnie na stronie bezprzesady.com tylko skuteczniej (status radnego może w tym znacząco pomóc).
Pomoc – bezdomnym, biednym, starszym, – to są najważniejsze kwestie, które chciałbym realizować.
Działania humanitarne i charytatywne – tym którzy potrzebują wsparcia, od pewnego czasu pomagam bezdomnym w Poznaniu dostarczając im żywność, ubrania inne potrzebne rzeczy.
Bezpieczeństwo – nie tylko w okolicy, w której mieszkam, – także zwiększenie jej w całym mieście, chodzi o zwiększenia partoli Straży Miejskiej, Policji, egzekwowania prawa równe dla wszystkich. Sam doświadczyłem skutków napadu: Pobicie – bezpieczeństwo obywatela w Poznaniu
Edukacja – przyjrzenie się temu co dzieje się w szkołach, czy wszystko to jest wystarczająco zaangażowane? Ostatnio toczy się walka w pewnej szkole o to aby dzieci chodziły na basen, jest możliwość pozyskania dotacji w wysokości 70%, jednak dyrektorka szkoły upiera się na „NIE”.
To jest działanie gospodarne? Sensowne? Jest 57 rodzin, które chcą wysłać swoje pociechy na basen korzystając z wsparcia dotacją, biorą na siebie odpowiedzialność doprowadzania dzieci. Niestety, Pani dyrektor szkoły ciągle mówi „Nie”.
Dlaczego blokuje ten program? Czy są do tego podstawy? – Kiedy zadam te pytania będąc radnym, będzie musiała mi udzielić na nie odpowiedzi…

Cóż więcej?
Po prostu służyć innym, osobom które mieszkają obok. Dlatego też (już teraz) jestem do Waszej dyspozycji drodzy mieszkańcy Poznania, moi sąsiedzi i nie tylko.
Czy to poprzez maila na stronę: bezprzesady.1@gmail.com ; czy też telefonicznie: 889-225-202.

Proszę ponadto o otwarte pisanie o problemach z jakimi się spotykacie w formie krótkich wypowiedzi z jak największą ilością szczegółów, zdjęciami na poparcie swoich doświadczeń, na stronę bezprzesady.com.

To już się dzieje. Przykładem jest wstrząsający materiał: Jak wygląda opieka nad zwierzętami w Poznaniu? Jak działa Straż miejska?

Jeszcze jedna ważna sprawa. Jeżeli chodzi o młodzież, zamierzam zainteresować miasto programem szkoleniowym, który umożliwiłby młodzieży Poznania, stanie się bardziej niezależnymi. Zlikwidowane zajęcia praktyczno-techniczne (ZPT), jakie my znaliśmy, zajęcie Przysposobienia Obronnego również znikły. Tymczasem może się zdarzyć, że problem dostosowania się do zmieniających się warunków społecznych, może być problemem kluczowym.
Metody ochrony, zabezpieczenia, radzenia sobie w sytuacjach kryzysowych (epidemie, np. ebola), takich jak np. klęski żywiołowe czy inne niespodziewane zdarzenia – takie szkolenia powinny być prowadzone, nie tylko wśród wyspecjalizowanych służb ale i młodzieży.

Co do innych spraw jestem gotów na wysłuchanie wszelkich konstruktywnych propozycji.
Zapraszam do korespondencji mailowej, czy też kontaktu telefonicznego.

Piotr Szelągowski – kandydat na radnego miasta Poznania.

Piotr Szelągowski


Mój poprzedni start w kampanii samorządowej (fragmenty) informacje, problemy, które staram się nagłaśniać pisząc na stronie, publikując też jako dziennikarz społeczny na interia360.pl, i innych portalach. To czy dają efekt pokazuje między innymi sprawa krawężnikowa Przedwyborcze – czyszczenie miasta Poznania. – czy gdybym nie napisał tego tekstu i nie rozesłał w setkach kopii do Poznaniaków, tych „ważnych” i tych zwykłych – nastąpiłaby ta zmiana? Oto fragmenty postulatów z mojego pierwszego startu:

Brak dróg rowerowych. To temat rzeka. Tyle się mówi, a niewiele się robi. Policja za to i straż Miejska kasują ludzi, którzy ze strachu przed śmiercią pod kołami samochodów, jeżdżą po chodnikach. Była o tym mowa w materiale: Rowerowe braki w Poznaniu, ofiary braku ścieżek rowerowych

Place zabaw na os Kopernika-Raszyn. W zasadzie jest jeden porządnie wykonany (do tego przez miasto nie przez spółdzielnię) w parku za kościołem, reszta to szmelc. Uszkodzone przyrządy do zabawy, zarośnięte piaskownice, brak ogrodzeń, stąd też i dewastacje… Od ponad roku rozmawiam z osobami, które przyprowadzają tam dzieci. sam przyprowadzam swoją córeczkę stąd moja częsta obecność w tych miejscach. Pisałem na tym w materiale: Place zabaw dla dzieci w Poznaniu; Grunwald – smętne szczątki
(w dziale problemy naszego miasta znajdziecie więcej materiałów)

Działalność charytatywna: bardzo dla mnie istotna. To jest tak, robienie coś dla drugiego człowieka wciąga.
Nawet drobnych rzeczy. Wiele razy spotykałem się z rodzajem zarzutu, ze to co robię to jest niepotrzebne.
Gdyby tak było nie otrzymywałbym tylu miłych maili, podziękowań, nie wywiązałyby się koleżeńskie więzi z obdarowanymi, czy też z osobami które pomagały mi innych obdarować. Często wyglądało to przecież tak, ze książki dostarczałem do autokaru jadącego na wschód i nawet nie wiedziałem kto je dostaje…Książki są drogie, a tam nie mają na zbytki pieniędzy. A więc; czy naprawdę: to co robię jest tak niepotrzebne, jak by to chcieli inni widzieć? Wyręczam ich w tym, czego by nie mieli gdyby nie ja, moje zaangażowanie i włożona w to praca społeczna. Kilka miesięcy temu specjalnie jechałem do Legnicy tylko po to aby przekazać koledze do autokaru siedem kartonów książek, dla szkoły na Litwie. Nie pierwszy raz. Pieniądze pokrywałem sam. Kilka przykładów takich akcji charytatywnych, jest na stronach:
Dary dla Wilna
Dary dla szkoły na Litwie
Dary – Kamieniec Podolski
Działalność charytatywna czy warto?

Fragment listu z tego roku z Wołynia:
…Korzystając z okazji wyjazdów do Polski, za każdym razem wysyłam po kilka podziękowań.
Bardzo serdecznie dziękuję za zorganizowanie paczek – pomocy, daru serca dla parafii w Ostrogu na Wołyniu.
Ostróg nad Horyniem, 11 czerwca 2014 roku…

I ostatni list w całości:
Sz. P.
Piotr Adam SZELĄGOWSKI
Szanowny Panie!
Składam serdecznie podziękowanie za kolejną przesyłkę książek.
Szczególnie jestem wdzięczny za kilka książek z serii „Rekolekcje z …”, wydanych przez krakowskie Wydawnictwo „M”.
W diecezji łuckiej rozpoczynamy modlitwę nowenny za przyczyna Sługi Bożego ks. Władysława Bukowińskiego.
Niech dobry Bóg błogosławi wszystkim ofiarodawcom i nas wszystkich zachęca do przemiany duchowej
oraz dodaje nam sił w naszych zmaganiach na drodze życia chrześcijańskiego.
Serdecznie pozdrawiam z Wołynia.
Szczęść Boże!
Z wyrazami szacunku i wdzięczności
ks. Vitold-Yosif Kovaliv

Inna sprawa, którą się zajmuję, i którą można zaliczyć do moich szczególnie istotnych zainteresowań, to tematyka upamiętnienia martyrologii Polaków w województwach kresowych (w czasie minionej wojny światowej i po jej zakończeniu), zamordowanych szczególnie okrutnie naszych rodaków, w przeważającej większości; kobiet, starców i dzieci. […] Poniżej link do informacji o filmie, którego premiera odbędzie się 19-go w Lublinie, drugiego już z serii materiałów dokumentujących zbrodnie OUN-UPA na naszym narodzie (pierwszy: „Zapomnij o Kresach” powstały dzięki mojej inicjatywie), ale także i na swoich rodakach (około 80 tys. Ukrainców zamordowały te zbrodnicze formacje). Staramy się doprowadzić do uznania tych organizacji, na równi z organizacją SS, z którą nacjonaliści ukraińscy współpracowali. W szeregach SS powstała dywizja złożona z ochotniczych zaciągów nacjonalistów o nazwie „SS GALIZIEN”. Zabili nas w Wigilię
To bardzo ważne, aby ta tematyka nie została zapomniana przez następne pokolenia, po to aby już nigdy nie doszło do tak strasznych i okrutnych zbrodni, o czym ostatnio mówiłem na portalu kresy.pl: Nie zapomnieć o Kresach [Wpis; 2013.07. – inne niektóre wypowiedzi poruszające tematykę Ludobójstwa: Czy powinna obchodzić nas Rzeź Wołyńska ]

Również zeszłoroczny tekst dotyczący prawdy o zbrodniach na narodzie polskim: Uchwała Radnych Poznańskich w sprawie 70-tej rocznicy Ludobójstwa.


Na wyjeździe wakacyjnym byliśmy wspólnie z rodziną w Gdańsku – pod stocznią (nieistniejącą- ktoś premiuje likwidację stoczni w Gdańsku?– problem dotyczy nie tylko Gdańska, w Poznaniu mieliśmy wspaniałe zakłady „Cegielskiego”, co z nich zostało wiemy sami). Chciałem aby moja rodzina zobaczyła co zostało z tych znanych na całą Polskę hal (zdjęcie pamiątkowe pod bramą stoczni):
Piotr Szelągowski z rodziną

Ulotkę wyborczą, wkrótce będę osobiście rozdawał w miarę moich skromnych możliwości, wspomagany rodziną, będę to robił aby móc porozmawiać z mieszkańcami, wymienić poglądy, po to wreszcie aby mogli mnie poznać, spytać się o moje zdanie w wielu kwestiach, a także moje plany. Uważam, że to jest o wiele bardziej efektywne rozwiązanie, niż zebrania, czy spotkania. Możecie już wkrótce mnie spotkać na Grunwaldzie….

Piszę również na:
blogmedia24.pl
salon24.pl
interia360
Katolickie Stowarzyszenie Dziennikarzy


Będę starał się prowadzić rodzaj blogu, jak tylko czas mi pozwoli – datowanego spotkaniami z wyborcami, zapełnionego tym, co od nich się dowiem. Co usłyszę. Proszę o wyrozumiałość. Jestem tylko ja jeden. Wierzę jednak, że uda się mi zmobilizować nas więcej…
Nie bójmy się tego.
Moje strony-blogi są dla Was.
Pozdrawiam Was drodzy mieszkańcy Poznania, przyjaciele znajomi i koledzy.
Piotr Szelągowski
14 października 2014.


16 października 2014
Pierwsze rozmowy poszły w kierunku akcji charytatywnych które inspiruję. Chodzi tutaj o pomoc ogólnie rozumianą. Z kilkoma paniami na ul. Promienistej zastanawialiśmy się czy formuła fundacji jest lepsza, czy też dobrym uzupełnieniem do niej są działania niezależne, indywidualne osób fizycznych.
Dowożę od prawie roku do hostelu przy ul Jawornickiej żywność, odzież, którą pozyskuję zbierając od różnych osób na terenie Poznania (krótko pisałem o tym: Bezdomni w potrzebie – jak możemy pomóc? )
Wcześniej dostarczałem odzież do punktów pod Swarzędzem i zlikwidowanego punktu przy jeziorze maltańskim. Teraz koncentruję się na pomocy hostelowi. Każdy może się przyłączyć do tej spontanicznej akcji – zapraszam.
Ponadto namawiałem panie do zbiórki na Kresy i na potrzeby fundacji Brata Alberta (od kilku lat pozyskuję środki dla tej fundacji, będąc przekonanym, że chociażby mała kropla w morzu, jaką jest moja pomoc obraca się w dobro dla drugiego człowieka, ponadto jestem w dobrym towarzystwie, wymieniając chociażby siostry Radwańskie, panią Annę Dymną, czy panią Irenę Santor…)

Moje wysiłki zostały docenione przez kapitułę nagrody: Wręczenie Nagród Społecznych im. Stanisława Pruszyńskiego
Oczywiście to wszystko motywuje mnie do jeszcze większego zaangażowania w pomoc słabszym, chorym, niepełnosprawnym.


19 października
Wczoraj z uwagi na uroczystości w Łężycy pod Zieloną Górą, gdzie stoi pomnik mauzoleum pomordowanych na Kresach Wschodnich przez bandy OUN-UPA, z tablicą ufundowaną przeze mnie: Łężyca pod Zieloną Górą 2013. Pamiętamy o Kresach… – nie odbywałem specjalnie rozmów z wyborcami, dziś niedziela, a więc czas poświęcony Bogu i odpoczynkowi. Nie zawsze się to udawało i nie zawsze udaje. Niemniej na pewno nie udam się do centrów handlowych czy innych marketów. Każdy powinien mieć 1 dzień wolny. Dlatego warto robić wszystko aby niedziela była wolna dla handlowców. Nie jest to zawód, który koniecznie należy wykonywać. Tak jest u naszych sąsiadów w Niemczech. To jak sądzę dobry przykład, aby iść w jego ślady.

W piątek kilka rozmów jakie odbyłem koncentrowało się wokół problemów niegospodarności zarządców miasta; wiaduktach, cenie budowy stadionu, a także podejrzeniach, że tylko przed wyborami samorządowymi (rok wyborczy) czynione są remonty (największe natężenie, jakby chciało się pokazać: „…no co dbamy o miasto, no nie?”. Czyżby było to celowe przekierowanie środków?
Zobaczymy co w rozmowach przyniesie przyszły tydzień.


21 października
Dziś też za chwilę ruszam do „boju”, relacje z wczoraj umieściłem na głównej stronie blogu: Wczoraj nasłuchałem się żali od mieszkańców Poznania


22 października
Oczywiście było co nieco o Straży Miejskiej, nie muszę dodawać że niestety niewiele pochlebnych ocen,
A także kolega wspomniał o pasie dla busów na ulicy Promienistej.
Przypomniałem sobie podobną rozmowę z przed miesiąca mieszkańca ulicy Newtona, pracującego w jednej ze stacji diagnostycznych, wykonujących przeglądy techniczne, a więc osoby obeznanej z prawem drogowym.
Pas ciągnie się od ulicy Junackiej i powoduje w określonych porach korki, gdzie przedtem ich nie było…
Ruch tutaj raczej nie był problemem. A więc takie „udoskonalenie” na siłę? Żeby tylko coś robić?


23 października
Wczoraj padało, było ciężko z pozyskaniem osób do rozmowy, niemniej i tak otrzymałem niezłą dawkę „przeciw” – jeżeli chodzi o Straż miejską i „jaśnie nam panującego” prezydenta Grobelnego.
Nikomu nie podoba się organizacja meczy pod stadionem, hałas to inna kwestia (W zasadzie to dzielnica po części noclegowa, dużo bloków, prywatnych posesji).
Rozkopanie „wieczne” miasta.
BRAK WIADUKTU na Junikowie nad torami! TO jest kuriozum – wydaje się pieniądze na ślepe wiadukty, a nie buduje się wiaduktu gdzie korki potrafią sięgać kilometra z obu stron… Na jednej z najbardziej ruchliwych tras kolejowych PKP: Warszawa-Poznań-Berlin.

I jeszcze jedno: Czy urzędnik jest dla mieszkańca czy mieszkaniec dla urzędnika?
Coraz częściej pojawiające się zdanie…
Efektem jest taka wypowiedź: Dlaczego mieszkańcy jako petenci muszą płacić za miejsca parkingowe du UM czy innych instytucji? Z kolei urzędnicy miejscy parkują za darmo na parkingu wewnętrznym przy Placu Kolegiackim. Jak to jest? Czy prezydent jest dla nas – czy może my dla prezydenta?
Poznaniaków rozmowy o sprawach miejskich…


27 października
W wek. wolne – za to w piątek poza zwykłą dawką narzekań na straż miejska doszła dawka niewiary w skuteczność działań pojedynczej osoby przeciw klice rządzącej – w postaci stwierdzenia pewnej pani u szewca, z którą rozmawiałem- że „…sam nie dam rady…”.
I może by to prawda – jednakże w drobnych sprawach chyba się uda.
Druga kwestia – to polityczność wyborów z uwagi na listy. Nie jestem w partii, muszę stratować z jakiejś listy. Z tych, którzy mi proponowali najlepsze szanse ma PIS, wiec nie było innego wyjścia.
O tym mówi ordynacja wyborcza – proporcjonalna, o czym przypominam: Wybory w Polsce jak to działa
A więc nie ma sensu rozpatrywać tego w takiej kategorii.
Swoje robić jak się dostanie dla społeczności lokalnej po prostu – pod tym czy innym szyldem.


28 października
Wczoraj byłem na spotkaniu z kandydatem Tadeuszem Dziubą. Spotkanie odbyła się na parafii, udostępnianej stowarzyszeniu „Wierni Polsce”. To też stowarzyszenie organizowało spotkanie. Zaproszony był też dr Bartosz Wróblewski, kandydat do sejmiku samorządowego.
Było wiele merytorycznych pytań, szkoda, że tak mało obecnych młodych ludzi. Nie można budować czegokolwiek tylko narzekając, trzeba brać udział w zmianach, czy próbach zmian. Bez tego mamy małe szanse na zmianę czegokolwiek wokół siebie. Powinniśmy o tym pamiętać. Nawet nasze proste, oddanie głosu w wyborach, szczególnie tych apolitycznych – samorządowych może wywrzeć efekt, doprowadzić do zmian. To jest ważne. Zmiany są zawsze lepsze niż stagnacja.
Na spotkaniu padało wiele pytań – poruszano tematy: straży miejskiej, MPK, PEKi, ciągłych remontów w mieście, zadłużenia miasta, niegospodarności w jego zarządzaniu, i wiele innych…
Odrobinę więcej napisałem na moim pierwszym blogu, wpisując się niejako w jego formułę tytułem: Straż Miejska może zniknąć – Poznań stanie się wolny…
Zapraszam do czytania, zapraszam do uskuteczniania zmian.
Wiem co chcemy zmienić, to czy się to może udać zależy od Was. OD waszego zaangażowania i pomocy. Radny jest tylko wykonawcą woli większości. Nie powinien o tym zapominać…


29 października
Dziś odbyłem kilka rozmów, w większości był to bardzo pozytywne rozmowy wspierające moje zaangażowanie społeczne. Znalazła się jednak jedna Pani, która stwierdziła, że na tą partię nie głosuje. Nie chciała przyjąć ulotki. Zadałem jej pytanie, co w takim razie mam zrobić? Skoro jej faworyt mi nie zaproponował, a start indywidualny to pewna porażka, a przecież tyle jest do zrobienia w naszej okolicy, działania społeczne – które są dla mnie swoistego rodzaju sprawdzianem skuteczności i które podejmuję ponieważ tak czuję i chcę pomagać – w skali makro muszą być tworzone z określonej pozycji, a tylko działanie w grupie to zapewnia. Na przykład w grupie konkretnego klubu radnych. Podkreśliłem w rozmowie z ową panią, że przede wszystkim ważny jest dla mnie nasz region – walka o wiadukt na Junikowie, o parkingi w okolicy stadionu, aby rozładować te straszliwe korki podczas meczów, place zabaw dla dzieci – i Lasek Marceliński, nie mówiąc już o zwierzętach – dodałem (jestem miłośnikiem kotów: Ruda kotka Różyczka dokazuje ).
Pani spojrzała na mnie, na ulotkę z linkami do moich stron-blogów i obiecała, że się zapozna z nimi…
Można? Przecież walczymy o wspólne dobro dla nas – mieszkańców miasta. Przecież tutaj mieszkamy. Nie budujmy murów tam gdzie ich nie ma.
Pożegnaliśmy się miło.
Zobaczymy co wydarzy się jutro…


30 października
Już od rana kilka głosów: po pierwsze coś dla osób starszych, miłe dwie panie, które spotkałem mówiły, że jak to jest, – nic się nie dzieje w tym temacie, nie ma imprez dla seniorów na osiedlu, a przecież odsetek osób starszych jest spory i coraz większy. Jedna z nich wspomniała o karcie komunikacyjnej dla seniora w Warszawie za 50 zł na rok. Mówiły też o problemach związanych z barierami komunikacyjnymi (jedna z Pań miała kulę ortopedyczną).
Drugi głos kolegi, który był przez dwie kadencje w radzie osiedla: „nic nie zrobisz, rozmawiałem nie raz z policjantem, z ludźmi z miasta, bez efektów” – mam jednak nadzieję, że w silnej grupie uda się cokolwiek powalczyć czy to dla niepełnosprawnych, czy też dla osób starszych… Poziom rady miasta stwarza więcej możliwości. Warto coś robić dopóki się tylko chce. Angażując się do działań dla osób niepełnosprawnych czy to zbierając pieniądze dla fundacji Brata Alberta, czy też wspierając działania poznańskiego stowarzyszenia „Na Tak” (udało się mi doprowadzić do zaproszenia grupy Promyk na występy do Wrocławia, kilka lat temu – także propaguję działalność stowarzyszenia pisząc o Promyku na stronie, rozmawiając z mieszkańcami, Poznaniakami o tym problemie, który jest mi dobrze znany ( Świat bezwarunkowej miłości – Matka ). Trzeba uwrażliwiać społeczeństwo, robić co się tylko da.
Nie ma innej drogi do działania. Można oczywiście jeszcze usiąść i narzekać. Tylko czy ma się do tego prawo? Czy ma się prawo do krytyki, jeżeli nic nie robi się aby cokolwiek zmienić?


31 października
Dużo rozmów tego dnia, emocje i wysiłek.
Rozmowy do dotyczyły postulatów o nadaniu nazw ulic. Na przykład ulica „27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK”. Szkoła na przykład o nazwie: „Sprawiedliwych Ukraińców ratujących Polaków”. Te propozycje padały z ust człowieka, którego dziadowie cudem ocaleli, ostrzeżeni przez Ukraińców przed nadchodzącą zagładą.
Mieszka on w naszym mieście. Ile osób poza nim mieszka w Poznaniu nie wiedząc o sobie nawzajem?
Inna sytuacja inna rozmowa; wręczam ulotkę przy bramie szkoły podstawowej rodzinie. Poruszamy temat postulatów. Przy wejściu na temat Straży Miejskiej – znów słyszę: tych warto by zlikwidować. BO oni do niczego się nie nadają poza montowaniem blokad.
Bezwzględnie jeżeli uda się zostać radnym – poruszę ten temat. Ile pieniędzy by się zaoszczędziło….
I chyba niewiele byśmy stracili. Niewiele by się zmieniło. Pojawił się pomysł utworzenia straży Obywatelskiej na ich miejsce… Ochotników. To też jest jakiś pomysł.
I o obecnym prezydencie. Oj też było sporo do słuchania. Nie słyszę zbyt pozytywnego zdania o rozkopanym mieście, dziwnych fundacjach, funduszach unijnych na inwestycje ZA WSZELKĄ CENĘ – próbach likwidacji szkoły na Piątkowie, i jeszcze paru innych sprawach.
Pojawiły się pomysły parków linowych, placów zabaw, takich które by pobudzały do kreatywnej zabawy.
I pytanie: jak to jest z tymi pieniędzmi? Co się z nimi dzieje? Dlaczego my mieszkańcy mówimy, a co innego się robi?
Dziś też usłyszałem odpowiedź na to pytanie: Trzeba ciągle „drzeć twarz” do urzędników Grobelnego, aby cokolwiek wywalczyć. Bombardować ich słowem i czynem.
Z jednej strony słyszę: „co tam pan sam zwojuje…” a z drugiej: „no super w końcu ktoś chce powalczyć!”
A więc duch w narodzie jest.
Na koniec wysłuchałem niezwykłej historii starszej pani opiekującej się kotkami na moim osiedlu.
W wieku 7 lat wywieziona do Niemiec – jak mi po niemiecku powiedziała; następnie opowiedziała mi historię rodziny – kiedy to Niemiec ją adoptował, traktował jak własną córkę. Zginął jednak. Macocha z kolei biła ją. Po wojnie znalazła się w Anglii. Tam oficer angielski, który się nią zaopiekował odnalazł jej prawdziwą rodzinę- dla niej obcych ludzi…
Dziś na starość opiekuje się zwierzątkami, dba o nie karmi. I dziwi się dlaczego ludzie tak nienawidzą kotów. Przecież dzięki nim nie ma gryzoni w blokach. Tak mi mówi z żalem.
Patrzę w oczy starej kobiety i smutno mi.
Taki polski los widzę w tych oczach.
Musi być jednak szansa na inną starość dla naszych dzieci chociażby. Dlatego warto walczyć.
Nie można odpuścić. Nie można… Właśnie dla dobra przyszłego pokolenia – naszych dzieci.


2 listopada
Z racji święta wczorajszego, tylko okazjonalnie niejako przy cmentarzu rozmawiałem z kilkoma osobami znajomymi znajomych – i o tym co nas łączy, niepokoju gdzie zmierza Polska, pamięci narodowej, pamięci o ofiarach Ludobójstwa. Upamiętniłem je jak co roku: 1 listopad – Pamięć o Stasi Stefaniak. Na poznańskim cmentarzu.
Jeden z moich znajomych z dzielnicy (z koła biblijnego w parafii) wskazał na pewien brak logiki działań komitetu wyborczego z jakiego ramienia startuję w wyborach – obsadzanie dwóch osób z jednej bramy na liście, działających w tym samym środowisku, gdzie do tej pory jedna z nich była raczej mało aktywna społecznie, pracując jako urzędnik miejski (a więc podlegając wpływom urzędowym), nie wydaje się sensowne. Cóż mogłem powiedzieć…
Wróciliśmy do tematu związanego z pokrętną polityką UE w sprawie Ukrainy i zgody na gloryfikację kultu nacjonalistycznego. W moim materiale ze spotkania z profesorem Rybą, gdzie wypełniłem czas przez około 1,40 h, (gdyż pociąg którym jechał profesor, mocno się spóźnił) – znalazło się proste wyjaśnienie tego problemu: „…problemu sentymentów banderowskich nie pozbędziemy się bez konkretnej i konsekwentnie prowadzonej akcji politycznej najlepiej skoordynowanej z UE.
krótko i konkretnie: chcecie do unii wprowadzacie ustawy zakazujące takiej a takiej symboliki, oraz kary za „kłamstwo wołyńskie” i negowanie zbrodni UPA….
” ( Spotkanie Polonia Chrystiana – prof. Mieczysław Ryba KUL. ).
Wspólnie uznaliśmy, że to prawda. Może wydaje się Wam, że nie ma to związku z Poznaniem i wyborami samorządowymi. Nie do końca. Mój znajomy notariusz zauważył drastyczny wzrost przyjmowania do pracy obywateli ze wschodu (w tygodniu poświadcza paszporty tylu Ukraińcom, ilu wcześniej poświadczał w ciągu pół roku), co zagraża oczywiście pośrednio rynkowi pracy, dla Polaków. Z drugiej strony, możemy domyślać się nastawienia przynajmniej części z tych, którzy tutaj przybywają – do nas do Polaków. Sam miałem niemiłe epizody wcześniej, gdy podczas rozmowy z Ukrainką, które wynajmowałem lokal, dowiedziałem się że ona nadal czuje się nacjonalistka i uważa, że mieli prawo do tego co zrobili (było to około 10 lat wstecz). Kobieta byłą małżonką Polaka, czerpała więc pełnymi garściami z dobrodziejstw bycia naturalizowaną obywatelką kraju, który krytykowała.
Czy nie jest tak, że otwierając szeroko bramy naszego kraju obcokrajowcom budujemy sobie niezbyt komfortową przyszłość – dzięki ich skrywanym antypatiom (delikatnie mówiąc) skierowanym w stronę nas Polaków?
To pewna teoria poparta moimi (i nie tylko) doświadczeniami. Może warto brać ją pod uwagę?
Co do innych problemów poruszanych wczoraj przy okazji kilku rozmów pod cmentarzem, to była mowa o nieoficjalnym porozumieniu między komitetami czy też radnymi Grobelnego a PO, a także braku wiary w to, że będą oni ze sobą konkurować, – raczej dokładnie na odwrót będą w mniej lub bardziej jawny sposób współdziałać. Tym samym niewiele się zmieni. Jak to stwierdzili znajomi przedsiębiorcy sprzedający pod cmentarzem znicze – elektorat w Poznaniu jest raczej mocno zmanipulowany – słynną walką PO-PIS, widoczna jest bardzo silna polaryzacja. Szczególnie kiedy roznoszę ulotki i podaję zwolennikowi PO, kiedy widzi znaczek PIS, nie docierają już do niego żadne logiczne argumenty, zaślepiony jest dzięki wtłoczonym przez media socjotechnikom stawiającym naprzeciw obie siły polityczne. Tym samym tłumaczenie, że to wybory gdzie polityka jest jedynie niechcianym tłem – ponieważ rozmawiamy o sprawach dzielnicy, miasta co najwyżej – problemach i potrzebach – już nie dociera. Zdecydowanie cały czas jestem za ustanowieniem wyborów jednomandatowych i całkowitym odpolitycznieniem wyborów samorządowych. Zresztą ten pomysł bardzo często słyszę wśród osób z którymi rozmawiam. Odmiennie jeżeli chodzi o wybory parlamentarne gdzie bloki i koalicje polityczne są jakąś normą.
Jestem niezrzeszony, to znaczy nie należę do żadnej z partii działających w Polsce, chociaż już kilka podejmowało próby namówienia mnie do ich przystąpienia: moja odpowiedź jest niezmienna: nie ma partii w tym kraju idealnie mnie reprezentującej, z którą zgadzam się na tyle abym mógł działać w jej strukturach. Co innego sympatie. Zresztą też i znajomi, koledzy działający dla chociażby pamięci narodu. Wiadomym jest że PO raczej nie idzie w kierunku kultywowania tradycji narodowych (swoją drogą ciekaw jestem -dlaczego?), poza nielicznymi osobami (akurat nie z Poznania) jakie znam.
Co to jednak ma wspólnego z wyborami samorządowymi? Lokalnymi?
Smutnym jest to, że tak wiele osób tego nie rozumie.
Poza aktywnością w tych kwestiach, moja aktywność w działaniach związanych z dobrem lokalnej społeczności kończyła się tak, że jako ja sam – byłem i jestem ignorowany chociażby przez Straż Miejską, kiedy wysyłam do nich maile z takim czy innym zapytaniem.
Trzeba w zasadzie mieć cały czas otwarte usta i „wrzeszczeć” aby być zauważonym, aby to co się chce zrobić odniosło skutek było efektywne.
Jest to naprawdę męczące.
TO jeden z głównych powodów mojej kandydatury. Stać się w końcu skutecznym nie poprzez jakieś struktury partyjne, ale poprzez chęć do działania, chęć mobilizacji tych niezrzeszonych, którzy są bezradni wobec potężnych partyjnych mechanizmów, które zawłaszczają znaczną część energii społecznej.
Smutne…


4 listopada
Ponieważ sam prowadzę kampanię i sam też tworzę wpisy, dlatego nie pojawiają się one wystarczająco często – odpowiadam na zapytanie jednego z internautów odwiedzających moją stronę.
A rozmów które chciałbym przekazać jest naprawdę sporo – oczywiście jak zwykle na plan pierwszy wybija się LIKWIDACJA straży miejskiej – nazywanej inaczej „darmozjadami”.
Cytat jednej z Pań na telefon do straży miejskiej z informacją o dzikim lisie biegającym po cmentarzu (odpowiedź straży): „To dzikie państwo to i dzikie zwierzęta biegają po nim…”
Ta odpowiedź zszokowała wszystkie osoby, które przysłuchiwały się Pani opisującej tą sytuację…
Cóż więcej dodać…
Druga bardzo bulwersująca wypowiedź jednej z osób spotkanych podczas prowadzenia kampanii z ulicy Kordeckiego: „…chętnie zagłosuję ale nie wiem czy się to uda bo podczas ostatnich wyborów tam gdzie zawsze wisiała tylko karteczka że wybory gdzie indziej – a jak poszliśmy pod wskazany adres to też nic nie było – i tak cała ulica i okolica nie zagłosowały…”
Inna osoba obawiała się o fałszowanie wyborów – stwierdziła, że jest to jak najbardziej możliwe, że powinno być sporo osób pilnujących tego, mężów zaufania w komisjach.
Dodatkowo spotykam się często z wrogością i nienawiścią, to bardzo smutne szczególnie przy wyborach które nie powinny być upolitycznianie – to wybory, które pozwolą wybrać osobą we własnym fyrtlu, starającą się o dobro wspólne mieszkańców…
Zdaje się, że tego ludzie nie rozumieją zupełnie…
Ostatni w tym krótkim festiwalu wypowiedzi wyborców: „mieliśmy działkę, naliczono nam za nią potężny podatek wstecz, z rozkazem zapłacenia w trybie 14 dni! Chcieliśmy postarać się o raty, bez szans – w piśmie było 30 podpunktów które musielibyśmy wypełnić” – żali się starsza Pani.
Prezydent Grobelny w trybie uchwały może bardzo wiele różnych nieprzyjaznych mieszkańcom decyzji forsować.
Warto o tym pamiętać….


5 listopada
Wczoraj w moje urodziny – odbyłem wiele ciekawych rozmów, oczywiście straż miejska – jak zwykle…
Pani opowiada: podchodzę do strażników aby zgłosić brak koszy na śmieci przy pętli na Ogrodach, raz że dość dziwnie wyglądali (nieprofesjonalnie), i jakoś tak „cherlawo”, dwa że nawet nie zdążyłam wiele powiedzieć poza „przepraszam…”, a oni odmachnęli się z obcesowym „nie mamy czasu” się oddalili…
Cóż….
Wychodzi na to, że naprawdę chyba warto pomyśleć o likwidacji tej dziwnej organizacji para – porządkowej…
O Pe-Ka się nasłuchałem – pani opowiadała jak to była doświadczana jako osoba informująca o nowym systemie – kiedy to bardzo niezadowoleni klienci MPK można by rzec – obrzucali ja wulgaryzmami – chociaż przecież ona nie była niczemu winna…- niektórzy nawet tak stwierdzali co nie powstrzymywało ich przed „rzucaniem mięsem”.
O kulturze też rozmawialiśmy – można przecież docenić fakt, że ktoś kto chce pełnić funkcję społeczną poświęca swój czas, i próbuje skomunikować się z mieszkańcami. Forma: „dziękuję bardzo za ulotkę, przeczytam w domu, teraz przepraszam nie mam czasu niestety na wysłuchanie pana/pani” wydaje się właściwa.
Niestety, jest rzadko stosowana.
Widziałem też Pana na ulicy Świt, który sprzątał po swoim psie.
Zadałem mu pytanie czemu to robi (chciałbym aby każdy to robił, i byłem ciekaw co nim akurat kieruje, ponieważ jest jednym z nielicznych właścicieli psów, który sprząta po swoim pupilu), odpowiedział mi:
„Co za pytania mi Pan zadaje, sprzątam bo po prostu tak trzeba i tyle”
CO więcej dodać – to jest właściwe podejście po prostu!
Spotkałem też panią która czuje się oszukana przez dostawcę prądu.
Po kilkuminutowej rozmowie sam zacząłem się zastanawiać nad problemem. Mam materiały, po kampanii kiedy będzie więcej czasu opiszę to na stronie bezprzesady.com.
Przemyśleń po rozmowach jest więcej, nie daje się ich jednak wszystkich „obrobić”.


6 listopada
Pojawiła się informacja na stronie księdza Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego tuż przed jego wyjazdem o kandydaturach osób, które walczą o Prawdę. Jestem w tym gronie: Poparcie w wyborach dla odważnych i uczciwych kandydatów
Krótka notka księdza Tadeusza pod zdjęciem ulotki wyborczej: „…Piotr Szelągowski – kandydat do rady miasta Poznania z listy PiS.
Bezpartyjny, przedsiębiorca i społecznik, od wielu lat walczy o prawdę o ludobójstwie dokonanym przez UPA na Kresach, uczestnik i organizator wydarzeń kresowych. Jest też wolontariuszem Fundacji im. Brata Alberta i laureatem Nagrody Społecznej im. Stanisława hr. Pruszyńskiego. za działalność na rzecz osób niepełnosprawnych…

Wspominam pewien wyjazd, na który ksiądz nie mógł jechać, wysłał jednak cały autobus reprezentantów, w tym i mnie. Oto relacja z tego wyjazdu: Na cmentarzu Orląt Lwowskich; wrócił: Arcybiskup Teodorowicz
Proszę zwrócić uwagę na drugi komentarz pod materiałem. Próbę przekierowania, wciśnięcia nas jako społeczeństwo w wąskie ramy – zarabiania pieniędzy i niczego więcej. Najlepiej zbudowanie ogólnoeuropejskiej mimikry, którą łatwiej by się rządziło i która niczemu by się nie sprzeciwiała…
To pokrywa się akurat z rozmową jaką wczoraj odbyłem z jednym z wyborców. Mówił bardzo podobnie. Pokazywał jak bardzo stara się władza zniechęcić do chodzenia na wybory – pokazując brak celowości wyborów. To ma swój cel, władza zawsze się wybierze w gronie swoich sympatyków, rodzin, przyjaciół czy bezpośrednio zainteresowanych. Oni wiedzą, że im więcej osób zniechęcą, tym większa szansa na rządzenie w pojedynkę. Ich elektorat jest zawsze gotów do wyboru swoich panów i chlebodawców.
Warto o tym pamiętać.
To czy można coś zrobić w mieście, jak mówił dalej ów mądry wyborca – zależy nie tylko od wybranych, ale i stopnia zaangażowania, poparcia – wsparcia – wyborców.
Inne pytania jakie padały, dotyczyły konkretów; odpowiadałem i o wiadukcie na Junikowie ( Wiadukt na Junikowie jest konieczny – jednak obecna rada miasta nic nie robi…”) – obecnie zakorkowany przejazd przez tory linii Warszawa-Poznań-Berlin, o ślepych wiaduktach trzeciej ramy, o braku miejsc parkingowych w okolicy ulic Swoboda-Marcelińska-Świt, o problemach osób starszych, barierach architektonicznych inwalidów…
Oczywiście o straży miejskiej – jak zwykle. Padło zdanie: „…ich to chyba wszyscy w Poznaniu nie lubią…” – wypowiedziane na ulicy Palacza przez Panią, która wzięła ulotkę i zaraz dostrzegła zdanie o straży miejskiej.
Ogrom problemów jest naprawdę przytłaczający. Cieszyłbym się gdybym rozwiązał chociaż jeden czy dwa. Te duże. I oczywiście chciałbym być do dyspozycji mieszkańców na bieżąco.
Na tym polega społeczne działanie. Tak ja to widzę. Pomoc innym, pomoc dla społeczności lokalnej.
Na koniec opiszę miłą, krótką rozmowę – wręczając Pani ulotkę i przedstawiając się usłyszałem: „Tak, na Pana właśnie chcę głosować…” – w chwilę później pani wsiadła do autobusu MPK – było to na przystanku, dlatego nie zdążyłem się dowiedzieć co dokładnie nią powodowało w decyzji wyboru mnie. Niemniej było to bardzo miłe i budujące dla mnie.
Pozdrawiam Poznaniaków i mieszkańców Grunwaldu :-).


6 listopada – godzina 23.20
Jeszcze jeden wpis tego dnia, na gorąco ze spotkań. Kilka przykładów rozmów jakie odbyłem z wyborcami.

Jedno z pierwszych, to dwie panie w sklepiku przy ryneczku na „Świcie” (przy ul. Świt, Grochowska)
Przedstawiam się jako kandydat na radnego miejskiego i wręczam obu ulotki.
Towarzyszy temu pytanie: a z jakiej listy?
Okazuje się, że jedna pani jest zwolenniczką PiS druga niekoniecznie.
Dochodzi do pouczającej wymiany zdań, – tzn. obie panie próbują się wzajemnie pouczyć
o niesłuszności wyboru. Na moje słabe – że to wybory, w których nie ma znaczenia przynależność partyjna
to wybory samorządowe, mające za zadanie wyłonić sprawnego reprezentanta lokalnej społeczności
słyszę, że nie mam racji. W zasadzie od obu pań…
Cóż, smutne to i przykre pokazuje jednocześnie jak dyscyplina partyjna bierze górę nad zdrowym rozsądkiem i… nie tylko – w końcu co ważniejsze?
To co wokół nas – czy jakieś dalekie podziały wcale niekoniecznie
światopoglądowe – lecz czasem wyimaginowane i sztucznie wytworzone w wyniku walki politycznej…?
Jedyne rozwiązanie – wybory jednomandatowe na tym pułapie (samorząd).

Drugie spotkanie, wręczam ulotkę, znak PiS widoczny. Mężczyzna przygląda się mojej rocznicowej koszulce.
Pyta się: -Wierzy Pan w to?
Odpowiadam: – Oczywiście.
On na to: – Bzdura, te wasze dywagacje o brzozie też ma pan w co wierzyć – naiwność!
– A dobrze pan przeczytał napis na koszulce? Tu nie ma nic na temat żadnej brzozy…
Facet składa słowo do słowa: Ludobójstwo…, 11…lipca, 1943 …, OUN-UPA…
Nic już nie mówi.
Może zostawię to bez komentarza.

Trzecie spotkanie dotyczy starań o zgodę na prywatną zatoczkę parking dla przedszkola – przy niedawno remontowanej ulicy na Raszynie.
„Prywatny parking dla Pani dyrektor przedszkola” – jak twierdzi mój rozmówca który nie raz obserwował
parkowanie pani dyrektor – „dla niej jest wymagany.”
Krytykuje ponadto sam sposób budowy zatoczek, które mogłbyby zmieścić więcej samochodów, gdyby tylko były inaczej zbudowane…
Przyjrzę się temu, idealny materiał na BezPrzesady…

Czwarte spotkanie: mój rozmówca, którego mam przyjemność znać od lat jako dawnego mojego sąsiada, opowiada o wzywaniu straży miejskiej – do podrzucanych mu ustawicznie śmieci.
Udało się mu zresztą przeprowadzić pomyślnie małe prywatne śledztwo w wyniku którego po adresie na jednej z wyrzuconych świstków papieru w worku ze śmieciami zlokalizował właścicieli owych.
Straż miejska jak zwykle ma wytłumaczenie – dlaczego nie może interweniować:
„Wyrzucił śmieci do śmieci?
Panie on przecież miasta nie zaśmieca…” – Wszystko ok.
A że podrzuca innym śmieci i co ważniejsze jest na to dowód, to już nie ma znaczenia. Nie chce się strażnikom nawet takiej drobnostki jak pouczenie obywatelskie.
Rozmówca jest rozżalony i jak większość – zgłasza na tej podstawie wniosek o likwidację straży miejskiej…

Wieczorem spotykam na plebani, którą odwiedzam w celu miłej rozmowy z księdzem proboszczem, dziewczynę która była na wykładzie profesora Ryby. Miałem tam okazję zagaić z uwagi na spóźnienie prelegenta. Z że zagajenie trwało bez mała ponad półtorej godziny…, to chyba wryło się troszkę w pamięć słuchającym…( Spotkanie z profesorem Mieczysławem Rybą Polska-Ukraina; reminiscencje (relacja uczestnika). Poznań.
Dlatego też dziewczyna poznaje mnie, mówi mi „cześć”… Odnajduję ją w pamięci. Rozmawiamy. Każdy potem załatwia swoje sprawy, jednak po pewnym czasie, spotkaniu wspólnotowym – mamy okazję znów rozmawiać.
I to jest już długa, pełna wielu zabarwień rozmowa. Zastanawiamy się wspólnie co można zrobić aby ludzie byli dla siebie lepsi, byli bliżej siebie, bardziej wyrozumiali, nawet tak po prostu: grzeczniejsi – nie mówiąc już o uczynności, pomocy i innych takich banałach.
Jak to jest? Gdzie gubimy nasze człowieczeństwo? Gdzie gubimy to co czyni nas homo sapiens?
Dlaczego w drugim człowieku widzieć chcemy raczej wroga, niż kogoś, kogo można kochać tak jak samego siebie?
Dokąd zmierzamy?

Dziś było trochę filozoficznie pod koniec, ale może tak trzeba, szukać czegoś więcej – samego siebie,
swojej własnej tożsamości i znalezienia klucza – do wspólnego życia w zgodzie. Możemy to zrobić. Trzeba tylko w drugim człowieku dostrzec takiego samego jak ty, zmęczonego codzienną gonitwą, walką o przetrwanie, natłokiem spraw prywatnych i służbowych, próbującego
znaleźć w tym wszystkim sens i cel – drugiego człowieka.
Dziękuję Aniu 🙂 , dziękuję za tą rozmowę – dodała mi ducha, Twoje uważne oczy i słuchanie.

Na zakończenie nasuwa się mi sentencja, która jest mi tak bliska w moich działaniach i którą uznaję za sens istnienia. Znalazłem ją na wizytówce Rycerzy Kolumba, z którymi też miałem dziś spotkanie.
Sentencja brzmi:

Człowiek tyle jest wart, ile może pomóc drugiemu

Spróbuj i… Ty…


8 listopada

Wczorajszy dzień był pod znakiem rozmów związanych z ordynacją wyborczą. Widać w narodzie potrzebę oddzielenia wyborów samorządowych od jakichkolwiek spraw politycznych. Wiele osób nie mogło zrozumieć dlaczego jako niezrzeszony w partii startuję z listy. Tłumaczyłem – że powodem jest skuteczność, większa szansa na wejście (z uwagi na ordynację) a także walka w grupie radnych o sprawy mieszkańców. Unifikacja niejako.
Jednak większość widzi start z określonej listy jako całkowita identyfikacja z określonymi postulatami partii. A to błąd. Wiele osób z tych startujących pragnie, tylko tyle – po prostu zrobić coś dla swojej społeczności lokalnej, nawet nie dla całej infrastruktury miejskiej, ale chodzi im o sprawy dotyczące określonej dzielnicy. Poprzez taki czy inny negatywny wydźwięk tej czy innej partii identyfikowani są z całym programem partyjnym, z całością wpadek poszczególnych jej reprezentantów.
Jest to wielce nieszczęśliwe i krzywdzące. Jednak aby to zmienić, trzeba po prostu ustanowić wybory do rad miasta – JEDNOMANDATOWE. To rozwiązałoby w przyszłości problem definitywnie.
Każdy tworzyłby niezależny komitet, każdy mógłby oczywiście reprezentować partię do której czuje sympatię, czy też należy. Lub reprezentować społeczne zaangażowanie – dla regionu, dzielnicy, grupy osób (np. niepełnosprawnych). I byłoby jasno i przejrzyście. Dlatego też namawiam do takich działań, które doprowadziłyby do takiego rozwiązania. Daje to większą obywatelską swobodę, demokratyczną regułę wolności jednostki, a także działania po prostu w swoim imieniu. Z mocnym podkreśleniem: „Swoim imieniu”.
W takim układzie te czy inne znaki partyjne, nie byłyby wykorzystywane w jakikolwiek sposób czy to pozytywny czy też negatywny do rozgrywek o głosy.
Byłoby to sprawiedliwe i demokratyczne rozwiązanie. Więcej wyjaśnień dotyczących obowiązującej ordynacji wyborczej: Wybory w Polsce – Jak to działa…?
Inne rozmowy obracały się wokół regionalnych niejako problemów dzielnicy. Pojawiła się kwestia, sprzątania po psach (już któryś raz z rzędu), z poważniejszych – kwestia wiaduktu nad przejazdem kolejowym na Junikowie. Miasto zbudowało dwa ślepe wiadukty dla trzeciej ramy której nie będzie przez najbliższych 10 lat, a nie znalazło pieniędzy na tą jakże ważną inwestycję. Jednym z głównych priorytetów mojego startu jest walka o budowę tego wiaduktu i wykorzystanie ślepego wiaduktu pod ulicą Grunwaldzką – przebudowanie go na bezkolizyjne skrzyżowanie.
Jeżeli już jest, należy go wykorzystać. Przy okazji można poprowadzić pod wiaduktem trasę rowerową z os Kopernika w kierunku Lasku Marcelińskiego.
Jutro niedziela. Zapraszam do spędzenia jej w gronie rodzinnym z dala od marketów, których już i tak mamy zbyt wiele w Poznaniu.


10 listopada
Wczoraj spędziłem dzień w gronie rodzinnym i w kościele.
Dziś przemyślenia na temat jutrzejszego święta: Jutro 11 listopada – Święto Rzeczpospolitej.
Niewesołe w większości…
11 listopada
Święto Niepodległości.
Poza spotkaniem w dniu wczorajszym osób, które merytorycznie zadawały pytania o działanie przeciw likwidacji ryneczku na Świcie, wiaduktu nad trasą kolejową Poznań-Berlin, i kwestii uruchomienia bezkolizyjnego skrzyżowania na ul. Grunwaldzkiej (ślepy wiadukt – nie powstałej trzeciej ramy), rozmawiałem też o niepełnosprawnych, inwalidach, a także byłem na uroczystości promieniującej – Promyk tańczył i śpiewał. A wszystko dzięki miłości rodziców: Zespół „Promyk” i Przyjaciele… gala 10-go listopada.

Człowiek tyle jest wart ile
może pomóc drugiemu


Cóż więcej rzec?…


11 listopada
Święto Niepodległości.
Córka bierze udział w rajdzie harcerskim ZHR – z okazji Święta Narodowego. Odprowadziliśmy ją do punktu zbornego. W międzyczasie kilka rozmów. Bardzo budujących. Wszyscy dostrzegają potrzebę zmian. Jedna z rozmów szczególnie mnie wzruszyła – Taty jednej z koleżanek „zuchowskich” (z drużyny) córki.
Wskazał na punkt w mojej ulotce mówiący o upamiętnieniu i podtrzymywaniu pamięci o zbrodniach dokonanych na Polakach – szczególnie zbrodni Ludobójstwa dokonanej przez OUN-UPA. Potwierdził, że w obecnej sytuacji jest to szczególnie ważna misja. Ten punk go przekonał do oddania głosu na mnie. Może nie jest to najważniejsza kwestia w działaniach związanych z problemami miast ai dzielnicy. Jednak jak można ją pomijać próbując budować działania obywatelskie? Rozmawialiśmy też o problemach dzielnicy, dostrzegając pewne braki w szkolnictwie.
Inna rozmowa po drugiej stronie ulicy Promienistej. Małżeństwo spotkane w ten piękny słoneczny dzień potwierdziło zasadność podpunktu o straży miejskiej – dodało więcej; likwidacja, zaoszczędzenie tym samym środków łożonych na strażników i przeznaczenie ich na naprawdę ważne i potrzebne cele. To zdanie mieszkańców. Co ciekawe w moich rozmowach z wyborcami- zdanie dominujące.
I jeszcze jedna rozmowa z małżeństwem pod blokiem – ze smutkiem obserwowaliśmy miejsce po placu zabaw. Tutaj też trzeba będzie walczyć – ze spółdzielnią i jej bezdusznym likwidowaniem placów zabaw, brakiem pomysłu co do zabezpieczenia przed ich dewastacją.
Młode pokolenia rosną, jednak nadal brak odpowiedniej dbałości o ich wychowanie, miejsca do zabaw…
Tak być nie może. Dlatego też będę próbował się zmierzyć z tym problemem – z zarządem spółdzielni…
Jednak pomoc mieszkańców, jest do tego celu niezbędna. Pomoc lub co najmniej wsparcie.


12 listopada
Wczorajszy dzień upłynął pod znakiem rozmów na temat ordynacji wyborczej i rozmów politycznych – czego chciałem uniknąć. Efektem jest napisanie przeze mnie swoistego listu do mieszkańców:


Drodzy Sąsiedzi z ulicy Keplera i pozostali mieszkańcy Osiedla Kopernika
na Grunwaldzie.


Zacznę może trochę nietypowo do tych, którzy nie chcą w ogóle iść na wybory.
Wasz protest nie odniesie skutku – z bardzo prostego powodu. Sztywny elektorat
pójdzie i wybierze JEDYNKI. A to właśnie jedynki są „namaszczone” partyjnie.
Nasza ordynacja wyborcza jest zła – ponieważ preferuje tylko i wyłącznie partyjne
klucze. Marginalizuje społeczników, osoby, które chcą coś zrobić dla miejsca w jakim żyją,
ludzi z którymi żyją, sąsiadów, mieszkańców – dlatego że po prostu uważają, iż tak trzeba.
Tego nie ma w obecnej ordynacji wyborczej. Jestem zwolennikiem jednomandatowych okręgów.
Chciałbym aby to one funkcjonowały. TO jedyne najlepsze i najsprawiedliwsze rozwiązanie.
Jestem o tym przekonany. Szczególnie ostatnio się w tym utwierdziłem.
Polaryzacja społeczna jest potężna – nie patrzy się na mnie przez pryzmat tego co robię,
co chciałbym zrobić ale przez pryzmat znaczka na ulotce.
To bardzo krzywdzące.

Kandyduję do Rady miasta z naszego osiedla. Chcę przede wszystkim zrobić coś dla NAS, tutaj żyjących.
Do tego potrzebuję jednak Waszej pomocy. Wydaje się, że chyba lepiej zagłosować na sąsiada, który będzie reprezentował
społeczność lokalną mnie, Was – i naturalną koleją rzeczy starał się zrobić dla miejsca, w którym mieszka jak najwięcej.

Wydaje się to logiczne. I do tego chciałbym się tylko odwołać do Was.
Zastanówcie się i oddajcie swój głos – na osobę z waszego środowiska, miejsca zamieszkania.
Jeżeli pomożecie mi w walce z systemem – obiecuję zrobić co tylko w mojej mocy jako radny
dla Nas tutaj w dzielnicy i na osiedlu.
Bez was jednak, bez waszego głosu to się nie uda. Też i nie przekonacie się o tym – nie oddając głosu na osobę, taka jak ja
bezpartyjną, dla której działanie dla dobra innych jest sensem życia w myśl motta:
„Człowiek tyle jest wart, ile może pomóc drugiemu”.
Zaryzykujcie i pójdźcie zagłosować. Nic nie tracicie, możecie tylko zmienić stary układ wprowadzając kogoś z poza.
Kimś takim jestem właśnie ja. Znalazłem się na liście ponieważ zaproponowano mi to, ponieważ dostrzega się moje działania.
Też możecie to zweryfikować sprawdzając mnie i czytając stronę bezprzesady.com, czy szelagowski.com.pl. Lub moje artykuły
w internecie chociażby na interia360, salon24, blubry.pl czy w innych miejscach.
Poświęcam swój czas dla tego co uważam za najważniejsze – dla pomocy innym.

Zapraszam na strony – zapraszam do poznania mnie.

Pozdrawiam Wszystkich mieszkańców Osiedla Kopernika.

Piotr Szelągowski

Wczoraj przekonałem się jak wiele osób uważa obecną ordynację za wyjątkowo fałszywą i niesprawiedliwą.
Rzekłbym – kłamliwą. I nie mogłem się z nimi nie zgodzić ponieważ uważam to za prawdę. Stawianie na listy partyjne, to”odczłowieczanie” osób, które startują z tych list poza jedynkami.
To też wylewanie kubła pomyj na osoby z list, te w partii i te nie będące (jak ja) w partii, za błędy czy przewinienia partyjnych bonzów. Co pokazała ostatnia afera: Afera w PiS – czy Hofman, Kamiński i Rogacki zostali wyrzuceni? Tak.
Szedłem sobie wczoraj z kościoła z moja dobrą znajomą Krysią, i rozmawiając „zaczepialiśmy” osoby nas mijające (kampania bezpośrednia). Bez wyjątku, ich zdanie było jednoznaczne, kiedy odsłanialiśmy kulisy ordynacji wyborczej – w wyniku ich reakcji negatywnej na: „…o pan z PiS to nie moja partia”, która zresztą (swoją drogą) była znana niewielu osobom.
Startuję z takiej listy, jaka mi użyczyła miejsca – w wyborach lokalnych nie chcę się identyfikować ze znaczkiem partyjnym. Jednak to jest warunek prawny – muszę to robić ponieważ wg. ustawy regulującej, poniósłbym konsekwencje finansowe, gdybym nie zamieścił informacji z jakiego komitetu wyborczego startuję.
W wyborach samorządowych nie widzę innej szansy – jak możliwość tworzenia własnej listy. Trudno. Na tym polega demokracja. Raz jeszcze przypominam metodę D’Hondta stosowaną w tej ordynacji opisaną bardzo dobrze przez syna: Wybory w Polsce – Jak to działa…?
i taka ordynacja wg. tej metody tak naprawdę sprzyja WSZYSTKIM wielkim ugrupowaniom, a więc w pierwszej kolejności PO, potem PiS. W naszym przypadku jeszcze dominującemu komitetowi R. Grobelnego.
Sami oceńcie czy to jest sprawiedliwe…- podpowiem tylko, że do tej pory żadna z osób której wyjaśniliśmy na czym ona polega – tak nie orzekła.


13 listopada
Poprzedni dzień minął na kontaktach z osobami pochodzenia kresowego w dużej części, a także niestety na reminiscencjach 3 posłów nadużywających swojego stanowiska. Z wieloma osobami doszliśmy do wniosku, że w KAŻDEJ takiej sytuacji (a zapewne jest ich więcej, we wszystkich ugrupowaniach partyjnych), kiedy są takie nadużycia – powinien być odebrany i mandat poselski i immunitet. Natomiast wszyscy nadużywający zaufania społecznego i dokonujący tak naprawdę przestępstwa polegającego na wyłudzeniu pieniędzy – i oszustwie – powinni być otoczeni „opieką” prokuratora. I najlepiej skazani chociażby symbolicznie w zawieszeniu, ale jednak skazani. To są opinie jakie słyszałem wczoraj na ten temat. I to z ust sympatyków PiS. Wcale nie w ramach zarzutu, ale gorzkiego zawodu. Cieszę się tym samym, że nie należę do żadnej partii. Mimo tego jak już wyżej wspomniałem przez taka a nie inną ordynację muszę znosić odium listy… Wielu znajomych i przyjaciół podziela moje zdanie, a sytuacja jaka się wytworzyła dodatkowo piętnuje takie rozwiązanie, kiedy to utożsamianie osoby z listy, z partią – przybiera rozmiary zbyt groźne.
Jest to mocno krzywdzące.
Kresowo: spotkałem księdza z pochodzeniem z pod Lwowa. Rezyduje on na jednej z grunwaldzkich parafii. Opowiedział mi historię – którą relacjonowała jego babcia. W dalszej rodzinie jej miał miejsce taki przypadek – podczas „nieludzkiego czasu” zbrodni dokonywanych przez OUN-UPA, ojciec zabił dwóch synów, którzy przynależąc czy to sympatyzując ze zbrodniczymi organizacjami nacjonalistów ukraińskich chcieli zamordować swoją matkę- Polkę.
Zgodnie stwierdziliśmy, że to był straszny czas, i należy zrobić wszystko aby uświadomić ludziom, że bez ostrzeżeń, nauki, informacji może on powrócić. Najlepsze tego dowody są obecnie: Syria, Irak, czy wschodnia Ukraina. Powinniśmy robić co tylko się da, aby świadomość ludzka mogła zmierzyć się z bolesną prawdą.
Mojej małżonce, która pomaga mi roznosić ulotki, również opowiedziano historię ucieczki przed banderowacami. Nawet nie zdajemy sobie sprawy ile osób żyje wśród nas z taką przeszłością. Jest też jeszcze grupa osób która nie zna tak naprawdę swojej przeszłości rodzinnej, ponieważ została ona ukryta przez krewnych. Wczoraj też słyszałem opowieść o książce „Nad rzeką Niepamięci” Joanny Lustyk, która opowiada historię syna odkrywającego straszną prawdę o przeszłości swojego nieżyjącego ojca odnalezioną przypadkiem w starych zapiskach, które po śmierci ojca, chciał wyrzucić. Wziął je jednak do ręki i zaczął czytać…
Historia, czy byśmy chcieli, czy nie towarzyszy nam cały czas, i to ona rozgrywa wiele spraw z tak zwanych spraw naszej codzienności – nie uciekniemy przed nią. Skąd biorą się nasze sympatie i antypatie do takiego czy innego narodu, jego przedstawicieli? Nawet jak nie lubimy historii, czy jej nie znamy? Biorą się z przekazów wrytych w kulturę społeczną, powstałych na zasadzie krążących opinii, spostrzeżeń, mających swoje odniesienie w doświadczeniu z danym narodem tworzonym przez pryzmat historii. Z wielu z nich być może nawet nie zdajemy sobie sprawy…
Wczoraj za dużo merytoryki nie było- raz poruszono temat wiaduktu widma przy Grunwaldzkiej i wiaduktu który przydałby się na Junikowie, nad trasą Poznań -Berlin. Wczoraj królowała historia i polityka w rozmowach z wyborcami…


14 listopada
Wczoraj podczas konstruktywnej wymiany poglądów w gronie osób kochających zwierzęta (a przede wszystkim koty), osiągnąłem mały sukces przedwyborczy: – przekonałem kandydatkę SLD, która w obecności wyborców stwierdziła, że będzie głosowała na mnie.
Powód był bardzo prosty: uświadomiłem jej, że cztery lata temu SLD nie uzyskało żadnego mandatu z okręgu VI, a szansa na to, że osiągnie w tym roku mandat jest znikoma, a jeżeli – to na pewno nie będzie to owa przemiła kochająca zwierzęta Pani, którą miałem okazję poznać. Ponieważ wszyscy w tym gronie kochamy zwierzęta (KAŻDE), Pani Dorota potwierdziła, że nie ma sensu głosować na nią – co więcej; w imię dobra dla zwierząt i utworzenia frontu walki o ich prawa odda głos na mnie – ponieważ jestem miłośnikiem i obrońcą zwierząt jak i również posiadaczem wspaniałej rudej kotki, którą zna poniekąd sporo osób z osiedla: Moja kotka ruda …
I faktem jest; dobro wszelakich zwierząt jest mi szczególnie bliskie, efektem moich działań było wyemitowanie reportażu na antenie Radia Merkury o bezduszności straży miejskiej: Jak wygląda opieka nad zwierzętami w Poznaniu? Jak działa Straż miejska?
Pani Dorota też bardzo dobrze wypowiadała się o działaniach Michała Grzesia w walce o obronę zwierząt. Potwierdzam wielkie zaangażowanie radnego Michała Grzesia w tą sprawę. Z Panem Michałem rozmawialiśmy na wiele tematów które dręczą nasze miasto.
Dlatego też szczególnie polecam jego kandydaturę. To sprawdzony radny miejski.

Sam jestem osobowością walczącą. O każdą sprawę i ideę. Jakoś tak mnie uformowano. Jakoś bliskie memu sercu jest dobro innego żyjącego organizmu. Nie mogę z pobudek etycznych przejść do porządku dziennego nad znęcaniem się nad jakimkolwiek żywym organizmem.
Dobro słabszych jest ponad wszystko.


15 listopada

Koniec kampanii. Wczorajszy dzień był bardzo intensywny, a zarazem miły i sympatyczny. Miałem szczęście spotykać większość osób bardzo pozytywnie do mnie nastawionych, szczególnie w rejonie mojego dawnego miejsca zamieszkania przy ulicy Marcelińskiej i na ul. Swobody, pozdrawiam Panie z cukierni „Hajduczek” i sąsiadki z bloku mojego kuzyna Pawła Siejakowskiego przy ul. Marcelińskiej 72 (przy poczcie).
Także pozdrawiam mojego Przyjaciela Mariusza Pokryszkę, weterana „Radia Solidarność” i wiele innych osób, które miałem okazję spotkać i z nimi rozmawiać. Mirku, liczę również i na Ciebie.
Bardzo serdecznie dziękuję wszystkim osobom które mnie wspierały i wspierają, życzyły mi i wczoraj i dziś powodzenia: „na jutro”, również pozdrawiam całą ekipę stacji benzynowej na Jugosłowiańskiej, z której usług bez małą na co dzień korzystam. Pozdrawiam Błażeja i Tomka, dzięki którym rośnie moja nadzieja w mądrość ludzką – i za dyskusje przy kawie u nich w firmie. Pozdrawiam też Macieja, dzięki Twoim zdjęciom Macieju, spodobałem się wielu paniom, aczkolwiek chyba upiększyłeś mnie za mocno, – bo nie wszystkie mnie poznawały :-).
Pozdrawiam Wszystkich z którymi rozmawiałem przez ostatnie 3 tygodnie. Bez względu na wynik, będą to niezapomniane dni.
Szczególnie pozdrawiam KRESOWIAN których poznałem w wyniku prowadzenia kampanii. Wiecie, że nie zapomnę o Was i to co robię w naszym temacie, będę robił tak długo, jak długo sił mi wystarczy. Możecie na mnie liczyć.
Pozdrawiam też wszystkie panie, które ofiarnie opiekują się kotami na osiedlach pod naszymi blokami. Dziękuję wam za serce i miłość do wszystkich zwierząt, jaką je darzycie.
Pozdrawiam moich przyjaciół z domowego kościoła, a także wszystkich moich sąsiadów, bez względu na zapatrywania i światopogląd. Bądźmy dla siebie uśmiechnięci i uprzejmi. To jedyna dobra droga do współistnienia.
Tak wiele jest jeszcze słów do wielu osób. Wybaczcie, jeżeli nie wymieniłem Was wszystkich.
Jest Was po prostu zbyt wielu.
Dziękuję Wam wszystkim za wsparcie i pomoc. Po prostu.
Twórzmy dobrą atmosferę wokół siebie i dla siebie.

Jeszcze na zakończenie tylko jeden cytat kolegi Darka z FB: „ W samorządowych głosuje na ludzi a przynależność ma drugie znacznie. Mam nadzieję że większość tak zrobi. Życzę powodzenia, trzymam kciuki.
Piotr Szelągowski


17 listopada; dzień po-wyborczy
godzina 1:39

Chciałbym podziękować wszystkim, którzy oddali na mnie swój głos. Dane co do ilości, jeszcze nie są znane.
Udało się rozdać ponad 25 tysięcy ulotek informujących o stronie bezprzesady.com, gdzie jak wiecie jest sporo informacji na temat historii Kresów Wschodnich i zbrodni Ludobójstwa. Spotkałem też kilkadziesiąt osób pochodzenia kresowego. Tym bardziej utwierdza mnie to w przekonaniu, że należy bezwzględnie dalej uświadamiać społeczeństwo w tym temacie.
Oczywiście odbyłem też wiele rozmów związanych z naszym miastem. We wszystkich przypadkach słyszałem słowa krytyki dotyczące straży miejskiej. W zasadzie byłą mowa o jej likwidacji. Powód: wyrzucanie pieniędzy na służbę z której nie ma pożytku.
W moich dalszych działaniach zamierzam koncentrować się na tym problemie szczególnie. Mam nadzieję, że uda się zorganizować grupę nacisku wywierającą odpowiedni wpływ na władze miasta w tym zakresie.
Największym problemem naszej społeczności jest brak wiary w swoją siłę. Te 70 procent osób które nie poszły do głosowania to siła – która mogłaby zupełnie odmienić układ w mieście. Ich tłumaczenia, że nie idą do głosowania, ponieważ nie wierzą w skuteczność swoich działań, nie są żadnym usprawiedliwieniem, a raczej brakiem zrozumienia dla tych kwestii. Brak ich głosów w wyborach jest przyczyną braku zmian.
Problemem jest skuteczne dotarcie do nich. Wyjaśnienie im błędu logicznego jaki popełniają. Demokracja opiera się na rządach WIĘKSZOŚCI. Wydaje się, że 25 lat bo jej wprowadzeniu nadal niewielu Polaków to rozumie.
Tymczasem rządzą ciągle ci sami.
Sztywne elektoraty idą głosować partyjnie. Dlatego też dzieje się, tak a nie inaczej. Tego zdaje się nie dostrzegać reszta społeczeństwa.
Mam nadzieję, że moje działania pozwolą chociaż w niewielkim stopniu zmienić ten stan. Zachęcić więcej osób do społecznych posunięć, akcji charytatywnych i akcji inspirujących działania na rzecz społeczności lokalnych. Tym bardziej czekam na chętnych do współpracy w tym działaniu i nie tylko tym.

Czekamy na dane dotyczące ilości głosów.
Pozdrawiam
Piotr Szelągowski