Nie angażować się w konflikt na Ukrainie.

Od samego początku konfliktu piszę o tym gdzie się da i mówię komu się da. Po żadnej ze stron nie stawajmy. Żadnej ze stron nie wspierajmy. W jakikolwiek sposób. Żadnej ze stron nie atakujmy. Nic nam to nie da – to nie nasz problem, nie nasza broszka, nie nasze interesy. Bez względu co się mówi, co się obiecuje, czym się grozi – to manipulacja aby bardziej mentalnie nas zaangażować.  Stawanie po stronie wspieranej przez nacjonalistów, którzy nie chcą wyrzec się etosu banderowskiego (OUN-UPA), bardziej lub mniej jawnie (odcięcie się od etosu byłoby zburzeniem wszystkich pomników dowódców i ideologów tych zbrodniczych organizacji- nic takiego nie następuje), nie jest raczej dobrym angażem dla naszych interesów. Z kolei wspieranie Rosjan, poniekąd słusznie walczących na wschodzie Ukrainy o swoje prawa do mówienia chociażby we własnym języku, też nie wydaje się dobrym pomysłem – z uwagi na wspierającego ich władcę Rosji, Pana Putina, który jednak służył komunistycznej zmorze. Dobrych wspomnień po tych czasach nie mamy.

Najlogiczniejsze w tej sytuacji, a tym samym pokazujące naszą niezależność jest nabranie wody w usta i udawanie że nie wiemy co się dzieje na wschodzie, przynajmniej tak długo, jak długo się da (nie oznacza to, że nie mamy wspierać naszych rodaków na Ukrainie wszelkimi możliwymi sposobami.

A więc – maksymalny dystans polityczny. Czy tego nie widzą rządzący w Polsce?