Archiwum autora: admin

Brandstaetter – Krąg Biblijny.

Każdy człowiek szuka przez całe życie sensu życia. Nawet jeżeli nie mówi o tym wprost, nawet jeżeli nie zdaje sobie z tego sprawy na poziomie świadomym. Jednak w życiu każdego z nas pojawia się przynajmniej raz refleksja: po co tu jestem, dokąd zmierzam?

Sens jest w zasięgu ręki. Dla tych, którzy mają zacięcie filozoficzne, warto sięgnąć po „Wyznania” Św Augustyna (na dole link do YT – audiobooka). Można powiedzieć, że bez mała z człowieka, który nie wyobrażał sobie życia bez uciech cielesnych, staje się człowiekiem żyjącym dla Boga. Odkrywa Słowo Boże. Szukając całe życie odnajduje dokonując racjonalnej analizy logicznej tego co mu życie odkrywa – poprzez niezwykłe sploty wydarzeń.

Mówi się: Drugim imieniem Ducha Świętego jest „przypadek”. Celowo piszę w cudzysłowie. Bo to nie jest – przypadek, wszystko co się dzieje.

Ostatnio przeczytałem w „trwajcie w Miłości” świetny tekst o Romanie Brandstaetterze autorstwa ks Węcławskiego. Tyle lat mierzyłem się z przeczytaniem małej książeczki „Krąg Biblijny”. Fragmenty nawet jakieś czytałem. Jednak po przeczytaniu artykułu – książeczkę pochłonąłem w kilka godzin.

Nie będę pisał tutaj recenzji tego dzieła, postaram się tylko o nakreślenie ogólnego wrażenia. Autor pokazuje najważniejsze ,co jest dla nas w drodze do zrozumienia – naszej drogi. Słowo Boże – Biblię Starego Testamentu i jej kontynuację w Nowym Testamencie. Przedziwnym zbiegiem okoliczności jest intencja papieska na ten miesiąc:

Styczeń 2026 O modlitwę Słowem Bożym
Módlmy się, aby modlitwa Słowem Bożym była pokarmem dla naszego życia i źródłem nadziei w naszych wspólnotach, pomagając nam budować Kościół bardziej braterski i misyjny.

Czy to „przypadek”?

Autor Kręgu Biblijnego koncentruje się na piśmie – odkrywa je, a przez nie doznaje łaski objawienia: pojęcia że to Chrystus jest Mesjaszem, którego Żydzi nie dostrzegli! Autor wprost wyznaje, że kontynuacją Starego Testamentu jest Nowy Testament – dla całej ludzkości. Od tego momentu rozpoczyna działalność misyjną. Nie tylko już jako katolik i dla katolików. Przede wszystkich próbuje przekazać tą informację – nie wprost swoim braciom Żydom. I to jak dostrzegam pozostaje jego misją w całym jego trudnym życiu (w komunistycznej Polsce).

Sądzę że „Jezus z Nazarethu” jest – nie wprost – napisany dla Żydów. Pokazuje Autor w tej książce Jezusa Chrystusa – Żyda – Mesjasza na którego czekali, Syna Bożego. Czuję pod skórą niejako – czytając „Krąg Biblijny” w niektórych fragmentach, ale też w jakiejś głębszej całości przekazu, ból Autora, że Żydzi przegapili swojego Mesjasza. Podejrzewam ze właśnie dlatego Brandstaetter opuszcza Palestynę, przyjmuje chrzest i rozpoczyna misję ewangelizacyjną.

Słowo Boże. Jest na wyciągnięcie ręki. Rozdział „serce Biblijnego Kręgu” w moim wydaniu strona 147. Te kilka stron, które odkrywają, w sposób nieporadny bo ludzki, w tym zlepku słów, jakże jednak pięknie uformowanych; naturę Boga. Naturę nam znaną ponieważ nie raz w Słowie Bożym przekazywaną. Tutaj jednak zostaje wyeksponowana przez Autora:

„A wy za kogo mnie macie?”

Jaka powinna paść odpowiedź? Cały rozdział o tym jest, w piękny delikatny sposób zmierza do jednego zdania:

„Za Boga, który jest Dobry, a tym samym – Piękny”

Żyjmy tym Słowem, szukajmy Go w Słowie. Odnajdujmy w pięknie miłości. Przenośmy na naszych bliźnich – nie tylko bliskich. Jak świat by wyglądała gdyby wszyscy, absolutnie wszyscy kierując się wolną wolą wybrali Miłość na wzór Miłości Boga do nas? Byłby to przedsionek Raju.

Pytanie, które ciśnie się na usta: dlaczego tak nie jest? – nie zamierzam na nie jakoś szczególnie odpowiadać, każdy z Was drodzy Czytelnicy tego postu/wpisu musi sam ze sobą się spotkać i poszukać odpowiedzi w sobie: dlaczego nie chce czynić w swoim życiu tak, aby tak było.

Jeszcze jeden link uzupełniający; program o Romanie Brandstaetterze, polecam między innymi wypowiedzi ks profesora Waldemara Chrostowskiego w tym programie.

I oczywiście fragmenty „Kręgu Biblijnego”:

Sam Autor:

https://youtu.be/N6xe77JzPe4?si=8WjLaqdT4jwjXlyf

św Augustyn:

PZSS – co działo się w 2025 roku.

Informacje dla strzelców sportowych, do których zaliczam się i ja.

Kanał strzał.pl:

Kilka miesięcy wcześniej dyskutowane zmiany:

I wcześniejszy film na YT (Cyna&Ołów) uzupełniający informacjami to, co działo się wokół tematu:

Linki z materiału:

https://www.gov.pl/web/sport/postepowanie-nadzorcze-wobec-polskiego-zwiazku-strzelectwa-sportowego

Przypominam, że takie kraje jak Finlandia czy Szwajcaria mają najwyższy w Europie potencjał ilościowy legalnej broni w prywatnych rękach obywateli i oba te kraje w rozumieniu społecznym w przestrzeni publicznej Europy i Świata są uznawane za kraje wysoko cywilizowane, praworządne, a także takie (jak np Szwajcaria), które dla wielu ludzi są wzorem do naśladowania, z kolei Finlandia w rankingach organizowanych co roku uznana została jako najszczęśliwszy kraj na Świecie.

Według World Happiness Report 2025 (Raportu Szczęścia ONZ) Finlandia po raz ósmy z rzędu została uznana za najszczęśliwszy kraj na świecie” cytat z zapytania na Google i fragment odpowiedzi AI.

Jak widać duża ilość broni w rękach obywateli nie przeszkadza w ogóle w tym aby kraj był praworządny, a ludzie w nim szczęśliwi.

Pytanie: dlaczego wobec tego robi się nam wodę z mózgu w różnych polskich mediach (przykłady w linku poniżej);

…ciągle informując wybiórczo i manipulując informacją – że posiadanie broni to „zło”? I że broń sama w sobie to: „jeszcze większe ZŁO”? Tak trochę eufemistycznie to określam, niemniej alarmistyczne i histeryczne czasami wręcz komentarze występujące w różnych mediach polskich po niezwykle rzadkich sytuacjach użycia broni w Polsce (często nielegalnej, patrz zeszły rok: Tadeusz Duda), tworzą takie złudzenie, jaka to broń jest ZŁA.

Poniżej film z kanału Zero na ten temat:

Powyżej; strona hoplofobia.info – materiał zadaje kłam szeroko kolportowanym pseudo-informacjom o zagrożeniach wynikających z … właśnie z czego? Z samego, legalnego posiadania broni po długiej i skomplikowanej procedurze, która obowiązuje w Polsce? A może chodzi o broń nielegalną? Problemem tych pseudo-informacji kolportowanych w różnych mediach mainstreamu jest nie rozdzielanie i bardzo powierzchowne traktowanie tematu broni nielegalnej.

Warto przy analizie tych problemów zadać sobie pytanie o broń nielegalną i jej udział procentowy we wszystkich przestępstwach i zbrodniach które miały miejsce w naszym kraju. Niestety, takich statystyk się nie prowadzi. Dlaczego? Może dlatego, że okazałoby się, że statystycznie udział nielegalnej broni palnej w przestępstwach dokonywanych w Polsce to przytłaczająca większość jak nie 100%? Pomijam już kwestię, że samych przestępstw z bronią palną procentowo jest znikoma ilość.

Warto pomyśleć.

Zniewolenia duchowe – ale nie tylko.

Zagrożenia duchowe we współczesnym świecie:

https://www.radiomaryja.pl/multimedia/rozmowy-niedokonczone-wspolczesne-zagrozenia-duchowe-cz-ii

Orientalne i okultystyczne inspiracje kursów dla nauczycieli:

https://www.radiomaryja.pl/bez-kategorii/techniki-psychosomatyczne-czy-duchowe-inicjacje

Rękawica rzucona NLP:

http://www.psychologia-spoleczna.pl/aktualnosci/851-tomasz-witkowksi.html

https://nauka-pan.pl/index.php/nauka/article/view/515/511

Materiał Bogny Białeckiej o NLP:

https://www.przewodnik-katolicki.pl/Archiwum/2024/Przewodnik-Katolicki-27-2024/blisko-siebie/Pulapki-NLP

Definicja NLP:

https://www.britannica.com/technology/natural-language-processing-computer-science

Problem nałogu seksu, w dzisiejszym świecie bardzo szeroki:

https://opoka.org.pl/biblioteka/I/IP/pc_seksoholicy.html

Analiza psychologii; czy to w ogóle jest nauka?

https://naszeblogi.pl/52981-o-aleksander-posacki-i-jego-analizy

I na koniec bardziej uniwersalnie, ale warto posłuchać, aczkolwiek przez psychologa pojawiają się wątki, które powyżej ogólnie poruszał O. A. Posacki:

Jeżeli punktem odniesienia jest mocno forsowany pogląd, a wiadomo że pogląd jest faworyzowany przez autorytety i duże grupy...” – 20-ta minuta.

Zagrożenie dla Ostrowa Tumskiego.

Jeszcze tylko do dziś można pisać protesty na adres  UM w Poznaniu. Próba zniszczenia pejzażu widokowego i architektury naszego najbardziej historycznego miejsca w Polsce, gdzie leżą najbardziej zasłużeni Władcy Założyciele Rzeczpospolitej: Ostrowa Tumskiego.

Trwa kampania i pod jej osłoną próbuje się przepchać potworka architektonicznego. Infrastrukturalnie budowa takiego osiedla, nie licząc tragicznego widoku (bo tak trzeba chyba napisać), zniszczy to miejsce komunikacyjnie i wizerunkowo. Tysiące osób parkujących, mieszkających, hałasujących, śmiecących. Za taki pomysł powinno się karać. Proszę o jak najszersze protesty na adres urzędu i rozesłanie do mediów.

https://pl.aleteia.org/2025/05/22/blokowisko-na-ostrowie-tumskim-decyzja-wladz-zagraza-katedrze-i-grobowi-chrobrego-w-poznaniu

Adres urzędu: mpu@poznan.mpu.pl

Zniszczenie (wizualne) tego jakże cennego dla wszystkich Polaków miejsca to czysta profanacja…

Życie nienarodzone poczęte – duchowa adopcja.

Wiele lat temu (15-17) trafiłem w którymś z odwiedzanych kościołów na modlitewnik poświęcony modlitwie wstawienniczej za Życiem. Modliłem się z niego przez kilka lat, aż się mocno zużył. Zdarzyło się tak że poznałem ludzi ze Stowarzyszenia im. Piotra Skargi. Modlitewnik był wydany przez to stowarzyszenie. Okazało się że mają jeszcze u siebie w siedzibie kilkanaście sztuk. Kolega, którego poznałem przysłał mi je. Większość rozdałem, sobie zostawiłem trzy sztuki. Ponieważ od 2009 roku odmawiam Duchową adopcję za Życie poczęte nienarodzone, powiązałem modlitwy wstawiennicze, a przede wszystkim medytacje zawarte w modlitewniku. Medytacje to bardzo trafnie dobrane fragmenty encykliki E.V. autorstwa Świętego Jana Pawła II. Naszego Papieża Polaka. Wiele set jak nie tysięcy razy podczas modlitwy i krótkiej ich medytacji pobudzały mnie te fragmenty do refleksji. Coraz bardziej czułem potrzebę modlitwy, ale też i przede wszystkim mówienia innym ludziom o potrzebie szacunku dla Życia nienarodzonego, zrozumienia czym jest Życie. Tak, wiele osób tego nie rozumiało i nie rozumie. Pojęcie życia jest dla nich obce, niepojęte. Coś co wydaje się proste i oczywiste. Każdy z nas tak powstał, każde życie na tej ziemi (przede wszystkim mam na myśli: ludzkie, ale też i zwierzęce) powstaje poprzez podział komórek. Prawo naturalne o tym mówi. Jednak z jakiś powodów ludzie bagatelizują fakt powstawania życia. Roszczą sobie, niektórzy z nich nawet prawo do decydowania o tym, kto z ludzi może żyć, a kto nie, na podstawie mglistych domniemań nie opartych o żadne naturalne prawa, które te domniemania według tych błądzących i nierozumnych przedstawicieli rodzaju ludzkiego dają im prawo (w ich samolubnym mniemaniu) do decyzji o przerwaniu życia rozwijającego się organizmu. Odbierając tym samym nowemu, tworzącemu się życiu szansę na zaistnienie, pojawienie się – na Życie. Owe jednostki same żyjąc, stworzone dokładnie w ten sam sposób, próbują dać sobie władzę ponadludzką. Co więcej: władzę tą chcą rozszerzyć nawet na osoby już żyjące w różnych stadiach życia. Eufemistycznie nazywają to zabijanie na różne sposoby: aborcja, eutanazja, prawo do godnej śmierci itp. Budują chęć i wolę śmierci. Mimo że naturalne prawo samo w sobie jest przykładem Życia. Celowo nie odwołuje się do piątego przykazania (aż do tej pory) aby ukazać, że nawet w samej naturze gdzie mamy oczywiście obraz boskiego stworzenia – jest uwielbienie Życia. Oczywiście osoby, które odrzucają wiarę, nie będą widziały palca bożego. Nawet jednak bez takiego widzenia sama natura miażdży wszelkie próby podważenia jej samej jako kreatora Życia. My osoby wierzące, wiemy kto za tym stoi. Ale jak już wspomniałem, nawet ci którzy tego nie wiedzą, nie chcą dostrzec, muszą zgodzić się z kreacją życia naturalnego, jego afirmacją, a nie – jak próbują (te nieliczne, wrogie życiu jednostki), kłamliwie budując socjotechniczną narrację wmówić ludzkości zupełnie coś innego. Każde życie chce żyć. Chce przeżyć. Chce trwać do momentu naturalnej śmierci. Chce się pojawić. Każde życie jest jedyne i niepowtarzalne w całym wszechświecie.

To dla mnie jest oczywiste. Dlatego od lat odwołuję się do logiki ludzkiej w dyskusjach, nie zaniedbując jednocześnie modlitwy wznoszonej do Stwórcy. Coraz dokładniej widzę jej bezwzględną potrzebę. Z uwagi na fakt oczywisty. Każdy z nas potrzebuje modlitwy wstawienniczej. Poprzez modlitwę uwrażliwia się. Otwiera na działanie Dobra. Prosi o Dobro. Już sam ten fakt powoduje, że zło krążące wokół nas staje się bezsilne. Nasz wybór, wybór wolnej woli staje się przez modlitwę bardziej oczywisty, wyraźny i jest też przypieczętowaniem woli Stwórcy. Poprzez pokorne prośby składane w modlitwie, nasze w niej poświęcenie jakie składamy i z czasu i ze słów modlitwy, gdzie werbalizujemy naszą prośbę.

Przez te wszystkie lata, nie oczekiwałem że dostąpię tak wielu łask wynikających z modlitwy. Że poznam tak wielu ludzi myślących identycznie bez mała, że modlitwa pomoże mi zrozumieć słowa Stwórcy zapisane w Ewangeliach. Bez modlitwy to by się nie wydarzyło. Modlitwa otwiera dostęp do łaski bożej, jest naszą pokorną prośbą, aby łaska ta stała się naszym udziałem. Do tego celu potrzebne jest nasze uniżenie, pokorna prośba, postawa która dla wielu z nas jest tak trudna.

Słowa jakich używamy: „prowadź Jezu, bądź naszym Panem” wielu z nas albo nie przechodzą przez gardło, albo są wypowiadane bez przekonania czy może nawet ich zrozumienia. Ale są potrzebne. Oznaczają całkowite oddanie Stworzenia wobec Stwórcy. To jeden z elementów nadrzędnych naszej modlitwy, chyba jej najważniejsza funkcja. Uświadomienie sobie kim naprawdę jesteśmy. Zaraz potem możemy kontemplować nieskończoną miłość i nieskończone miłosierdzie Boga. Również dzięki modlitwie. W niej z ufnością i pokorną prośbą prosimy Stwórcę i te dary.

Bóg nieskończenie kochający i miłosierny właśnie dzięki modlitwie nie odmówi nam tego. Jednakże to jest najtrudniejsze: musimy zrozumieć że tylko w modlitwie jesteśmy w stanie wejść w taki (z naszej strony) kontakt ze Stwórcą, który jest i musi być przepełniony absolutnym oddaniem się pod Jego opiekę i jurysdykcję – jeżeli można to tak ująć. Musimy to poczuć całą duszą. Wtedy stanie się to rzeczywistością.

Nie widzę szansy na to, aby osiągnąć to w inny sposób. Nasza wola jest za słaba bez prowadzenia bożego. A ono może się pojawić tylko wtedy, gdy szczerze i całkowicie wspierając to pokorną postawą modlitewną oddamy się w Jego panowanie. Jesteśmy tylko Stworzeniem i aż Stworzeniem – Jego.

Obrona modlitewna (duchowa) Życia nienarodzonego poczętego jest znakiem, ofiarą i naszym zawierzeniem. Jeżeli jesteśmy w pełni w Wierze w Jego nieskończoną miłość, to nie ma powodu, aby nie wierzyć że nie wysłucha nas w naszej modlitwie. Tym samym modlitwa staje się absolutnie nadrzędna wobec wszelkich innych naszych działań, które mogą nosić cechy błogosławieństwa Najwyższego, jednak stoją niżej od bezpośredniej prośby, błagania naszego skierowanego wprost do Stwórcy.

Jest to oczywiste, logiczne, absolutnie racjonalne założenie oparte o wszystko co możemy wiedzieć o naszym Stwórcy. Albo w to wierzymy i się dostosowujemy, albo nie. Na tym polega wolna wola.

Modlitewnik, o którym napisałem na początku bardzo mi pomógł w kontemplacji i zrozumieniu czego oczekuje ode mnie mój Stwórca. I absolutnie nie stałoby się to, gdyby nie modlitwa. Pokorna, cicha, jak najlepsza w danych warunkach, wsparta modlitewnikiem. To ona jednak jest najważniejsza.

To nasz dialog i jedyna forma bezpośredniego zwrócenia się do BOGA. Nie ma nic ważniejszego. Nie ma nic bardziej pewnego. Wszelkie nasze czyny wyrastają właśnie z modlitwy. I tak się właśnie dzieje z moją afirmacją Życia, błaganiem o jego obronę przez mojego Stwórcę. Nic innego tego nie spowodowało jak lata pokornej modlitwy. Która, wierzcie mi nie zawsze była łatwa, nie zawsze doskonała (w zasadzie nigdy), gdzie często zmagałem się z wieloma przeciwnościami. Jednak wierzę że Bóg to widzi jak bardzo się staram na moją miarę.

Wiemy że możemy tyle, na ile nam On sam pozwolił poprzez takie a nie inne stworzenie nas. Dlatego nie obawiam się. I trwam. W modlitwie.

https://niepoprawni.pl/blog/piotr-szelagowski/obrona-zycia-nasz-ludzki-obowiazek-katolicki-tym-bardziej

Tematy trudne – aborcja.

Sprawa, która spędza mi sen z powiek od lat.

Aborcja. Zabójstwo życia ludzkiego. Tak naprawdę można nawet – jak komuś przeszkadza – zamknąć w nawias wątek religijny. Logika podpowiada, że jeżeli kot, pies ma prawo do życia, to i dziecko je ma.

Czy może wyrazić swoje zdanie? Swoją wolę? W tym stadium życia nie jest w stanie. Ponieważ jest absolutnie odmienną genetycznie formą życia od organizmu matki – jest kimś innym. Czy wobec tego ktokolwiek może decydować o jego dalszym istnieniu bądź; nie istnieniu – poza nim samym? Logiczna odpowiedź jest tylko jedna: nie może. Zresztą sam fakt powstania życia to taka czy inna decyzja przyszłej matki, już na poziomie wolnej woli decydującej się na akt seksualny i jego wszelkie konsekwencje.

Marginesem w sensie procentowym są poczęcia spowodowane przymusem do aktu seksualnego. Nawet wtedy jednak nadal mamy do czynienia z decyzją zabicia nowego życia.

Wracając do meritum. Matka jest odpowiedzialna za powstanie całkowicie kogoś nowego. I nie ma prawa decyzji o jego byciu bądź nie byciu. Gdybyśmy na to pozwolili, mogłoby dojść do dalszego ciągu takiej analityki w stosunku do osób już istniejących na tym świecie. Przecież powstał precedens. Matka może decydować o życiu bądź śmierci. Kto wobec tego zabroni innym decydować o życiu bądź śmierci kogokowiek?

Każda istota ludzka ma prawo naturalne do życia.

Poniżej, link mówiący o usprawiedliwianiu aborcji – i błędzie logicznym w tezach usprawiedliwiających ten czyn.

Polecam.

https://christianitas.org/news/blad-moralny-czy-intelektualny-uwagi-o-przyczynach-usprawiedliwiania-aborcji/

Poniżej już zupełnie inne zagadnienie.

Dla chętnych zgłębienia podwalin filozofii chrześcijańskiej:

https://www.katedra.uksw.edu.pl/tomizm/TOMIZM.htm

Systemy „uczenia się”, a tak naprawdę: kontroli umysłu.

„Nie ma błędów – są tylko doświadczenia” mówi jeden z systemów samodoskonalenia. Co to znaczy w jego interpretacji? Co pozwala wykluczać? Może uda się mi oddać intuicję problemu poniżej.

Ciągle chcemy być lepsi w tym co robimy, odnajdywać drogi rozwiązania problemów, umieć wychodzić z nich, nie musieć czuć dyskomfortu i dramatu porażki. Dlatego też każdy system szkolenia, nauczania jak się odnaleźć w rzeczywistości świata zawsze będzie budził zainteresowanie. Nieważne jest jak długo istnieje, czy jest merytoryczny, oparty na wiedzy i nauce. Ważne jest, że w atrakcyjny i zdaje się: prosty sposób przedstawia nam drogę do rozwiązania naszych problemów. Dodatkowo brzmi i wygląda profesjonalnie, stwarza pozory „bycia” jakimś rodzajem naukowej prawdy. Pomaga w tym specyficzny meta-język, który jest tylko w nim używany, trzeba nauczyć się naukowo brzmiących pojęć, przejść wiele szkoleń aby zacząć rozeznawać się nawet na początku w całości funkcjonowania technicznego systemu, aby potem przejść do dalszego ciągu… szkoleń z jego wykorzystywania.

Wszystkie szkolenia są [super] profesjonalne, na najwyższym poziomie mentalnym (wszelkie potrzebne narzędzia – sala, nowe tajemnicze pojęcia, wizualizacje, mili prowadzący wykłady). I oczywiście jedyna bariera, którą zresztą łatwo pokonać gdy jeden i drugi kolega z prawej czy lewej już w tym jest, jest zachwycony, bo przecież; właśnie – wydał pieniądze. Każde szkolenie jest płatne. I ludzie płacą. Płacą za marzenia wolności o braku problemów.

Jeżeli chodzi o osoby nie wierzące to jestem w stanie to pojąć, nie mają punktu oparcia: Łaski Bożej na którą czekają, o którą proszą w modlitwie, którą otrzymują. Wierzą. Nie miejsce tutaj na omawianie fenomenu wiary, to bardzo indywidualne i rozległe zagadnienie. Niemniej osoby wierzące w nieustającą miłość Boga, która jest nieograniczona, nieprzemijająca i również pełna miłosierdzia w swej naturze, mimo wszelkich niedogodności życia na świecie (z uwagi na wolną wolę, inne osoby wybierają inaczej), są uskrzydlone wiarą. Takim szczytowym przykładem uskrzydlenia są święci. Potrafią zmierzyć się z problemami i wyzwaniami przekraczającymi percepcję zdecydowanej większości zbiorowości ludzkiej. Jest to niepojęte i niewytłumaczalne – poza jednym aspektem: wiarą.

Każdy żyjący w kościele katolickim współbrat powinien przynajmniej starać się w swoim życiu zmierzać do pełnego przyjęcia Łaski Bożej. Nie zrozumienia. Zrozumienie odbywa się przez Wiarę. I jest poza umysłowe. Daje jednak człowiekowi wewnętrzny spokój pewność wyznaczonych celów i drogi. Człowiek wzrastający w Wierze nie potrzebuje żadnych protez samo akceptacji, samo spełniania siebie, poprzez ćwiczenia, szkolenia inne działania. Wiara daje mu pewność drogi, którą zmierza. Ciągłe w niej wzrastanie to proces nieustający trwający do końca życia. Ciągle zmierzamy się ze słabościami, błędami-grzechami. Ciągle je rozpoznajemy. Z niektórymi walczymy od lat. Jednak nie potępiamy się. Nie żyjemy w rozpaczy. Mamy daną Miłość Boga, nieskończoną. Mamy Jego Miłosierdzie mimo naszej świadomości słabości i niedoskonałości. I świadomości tych braków.

Dla tych którzy pytają: po co to wszystko? Sam aspekt wiary nam odpowiada: wystarczy wierzyć prawdziwie w Miłość. A Miłość Boga, to nie miłość ludzka. Moje myślenie (tak, człowiek już taki jest ze ciągle musi szukać odpowiedzi) gdzieś mi buduje taki scenariusz jakiegoś rodzaju zjednoczenia z Bogiem po śmierci. Trudno jest człowiekowi wyzbyć się własnego „Ja”, własnych pragnień, dążeń, przyjemności całego tego bagażu jaki niesiemy przez życie tworząc sobie swoją subiektywną wizję świata w umyśle. Może o to chodzi aby całkowicie zdać się na łaskę Boga. Sądzę że Święci osiągnęli właśnie taki stan.

W takim razie, w naszej modlitwie we wszystkim co czynimy aby iść za Miłością Boga czego potrzebujemy? Potrzebujemy tylko Wiary, i wiary w Łaskę Boga daną nam, konkretnie i indywidualnie.

Jak w tym kontekście wygląda zacytowany na początku jeden z frazesów wymyślonych w systemie wspomagania własnego „ja”? Co próbuje nam powiedzieć?

Po pierwsze: nie ma błędów (w domyśle – ty nie popełniasz błędów).

A więc nie ma grzechu. Nasze sumienie nie musi się martwić. Jeżeli zrobimy coś złego, to nie grzech. To nie błąd. Spokojnie bez zmartwienia. Religie nas tylko straszą. Co tam religie… Prawo nas tylko straszy. No, nic nie poradzimy, bo ci co ustanowili prawo są w większości. Trochę problem. Ale jak zbudujemy sobie odpowiednią interpretacje w naszym umyśle, to nawet karę za „błąd” uznamy za niesprawiedliwe uderzenie w nas samych… itp (można iść daleko w sposobie rozumienia tego ominięcia w umyśle popełniania błędu – zależy indywidualnie od adepta, może i trafią się jakieś skrajne przypadki…).

Po drugie: Jest doświadczenie. A więc wszystko co czynimy złego i dobrego zostało zrównoważone. Jeżeli błąd złem nie jest, a tylko jakimś tam doświadczeniem które uczy nas np. w przyszłości jak unikać odpowiedzialności za to „doświadczenie” to co otrzymujemy? Dekalog okazuje się „pikusiem”, a dalej – cóż z prawem ludzkim? Zło, dobro – wszystko wrzucone do jednego wora. Ten nasz frazes, który stara się osiągnąć wartość logiczną 1 poprzez właściwe umocowanie w sferze odbioru (obudowane różnymi zabiegami mającymi na celu zamydlić nam oczy, że mamy do czynienia z poważną tezą naukową), zaburza nam wartościowanie naturalne – rozpoznanie zła i dobra. Od razu odpowiadam, cytując pewną znaną sentencję: „Człowiek uczy się na błędach”. Tutaj tak nie ma. Bo tutaj nie ma rozpoznania i zaszeregowania w kategoriach negatywnych. Błąd staje się li tylko doświadczeniem budującym w osobie idącej tym torem jakieś metody rozwiązania problemu – również przez jego obejście i nie analizowanie jako: dobre, złe. Wszystko ma służyć jednostce w jej samodoskonaleniu się. W osiągnięciu statusu równemu Bogu. Dlatego następuje eliminacja pojęcia zawartego w cytowanej sentencji, a rozumianego opacznie przez kolegę z którym na ten temat dyskutowaliśmy. Cytuję:

Błąd nie jest złem (jak ulał pasuje do definicji systemu z którego pochodzi cytowany frazes). Błąd to przyznanie się że postąpiłem niewłaściwie (?). Tutaj nastąpiło pomieszanie samego rozpoznania błędu (jeszcze w tej klasycznej koncepcji rozumianego – jako błąd, a nie doświadczenie), ze świadomością jego popełnienia. Do tego jednak jest potrzebna nie tylko świadomość, ale to, z czego ona się bierze. System wartości. Dodam: system wartości oparty na dekalogu, w części lub w całości (w zależności od systemu religijnego czy filozoficznego jaki będziemy próbować przyłączyć do naszej teorii).

Przeanalizujmy: Przyznanie się. Żeby się przyznać do czegoś musimy zdawać sobie sprawę – że mamy do czego się przyznawać. Z reguły przyznawanie się dotyczy raczej spraw negatywnych. Przyznajemy się do winy, błędu, pomyłki. Ale skąd wiemy że to są te właśnie wartości? Ponieważ dysponujemy systemem który wskazuje co jest dobre, a co złe. Inaczej nie umielibyśmy tego rozpoznać. Można wychowywać osoby w świadomości że zabicie niewiernego nie jest grzechem, błędem, złem. Są systemy religijne i także społeczne systemy, które próbują zamienić takie wartościowanie. Chociażby nazizm, nacjonalizm w skrajnym wydaniu (szowinizm). Wszystko to jednak opiera się na jakiś wartościowaniach. Coś jest dobre, coś jest złe. Próba zamiany miejscami. Ale nadal mamy – dobre zachowanie, złe zachowanie. Tutaj nasz „frazes” (nie chcę tego nawet nazywać tezą) próbuje wyrzucić wartościowanie. Usunąć je z myślenia wrzucić tylko jako coś co przyda nam się do naszego dalszego rozwoju zmierzającego ku osobniczej doskonałości. Brak wartościowania obala bariery etyczne i moralne. Hulaj dusza… Wszystko służy jednemu. Samodoskonaleniu. Nie ponosimy za nic winy, ponieważ nie popełniamy błędu. Jakkolwiek byśmy go nie nazwali… błędu w sztuce, który jako taki może być niegroźny lub bardzo groźny (sztukmistrz źle uczynił sztukę i wszyscy to zauważyli, lub inżynier popełnił błąd w swej sztuce źle obliczając proporcje betonu i most się zawalił zabijając iluś ludzi). Z perspektywy tej pseudo-nauki to tylko doświadczenie które daje nam jakaś informację, ale całkowicie „rozgrzesza” z odpowiedzialności wewnętrznej (na zewnętrzna nie mamy wpływu – idziemy do więzienia za błąd w sztuce – w przypadku inżyniera). Wewnętrznie jednak inżynier tylko „nauczył się” na podstawie doświadczenia. Jest wolny od kategoriowania wynikającego z dekalogu, czy jakiejkolwiek odpowiedzialności. Jak naziści. Przecież Żydzi to nie byli ludzie – całą nauka o tym mówiła specjalnie stworzona na ten cel. Ile zabiegów żeby rozmyć to co naturalnie było wykształcone w procesie cywilizacyjnym, który narzuca prawo naturalne oparte o prawo boskie. Niech będzie: w pełni tożsame z prawem boskim (to dla niewierzących).

Nie uciekniemy od wartościowania na czyny dobre i złe, o ile posługujemy się dekalogiem, czy opartym na nim prawie naturalnym. Skąd wiemy że postąpiliśmy niewłaściwie? Właśnie z wiedzy na temat dekalogu. Tutaj buduje się w nas świadomość braku dobra. Ponieważ umiemy to rozróżniać. Jesteśmy tak wychowywani, aby udało się to rozróżnić przed popełnieniem czynu. Aby nie był to nasz błąd. Zło które uczyniliśmy. Czasami nie zdajemy sobie sprawy z błędu, wynika to z uwarunkowań różnego typu. Czasami z sytuacji w której się znaleźliśmy, dynamiki jej trwania być może i też. Chociaż powinniśmy nie ulegać takim rozpraszaniom w dziele działania w zgodzie z dekalogiem. Niemniej są sytuacje że po popełnieniu błędu zachodzi proces analizy, który jest w stanie nam wykazać że popełniliśmy błąd i dokonać wartościowania: bardziej lub mniej zły. Błąd raczej dobry być nie może.

Nie wiem czy udało się mi właściwie (zrozumiale) opisać intuicję jaką mam w związku z tym frazesem systemowym. Starałem się. Mam nadzieję że moja krótka analiza coś wniesie. Może komuś pomoże. Zapewne poruszę jeszcze temat od strony wiary bardziej intensywnie. Ale to już nie w tym wpisie.

Pozdrawiam